Janusz Korczak
   
 Wiedza o Januszu Korczaku

 
 


 

Bożena Wojnowska

                                                      

       Nie tylko dziecko, także każdy „Inny” (Żyd, Rom…) potrzebuje naszego zrozumienia, uwagi, pamięci

(Wykład w Ratuszu Staromiejskim w Elblągu, seminarium „Śladami historii – ocalić od zapomnienia”)

Nie ma dzieci, są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć. Pamiętaj, ze ich nie znamy.

Dzieci różnią się od dorosłych, w ich życiu czegoś brak, a czegoś jest więcej niż w naszym, ale to odmienne od naszego życie jest rzeczywistością, nie przywidzeniem.

Czym jest dziecko jako odmienna od naszej organizacja duchowa? Jakie są jej cechy, potrzeby, jakie kryje możliwości nie dostrzeżone?

  Myśl przewodnią tych trzech cytatów z Korczaka o dzieciach i dorosłych można by w skrócie ująć tak: Dzieci są takie jak my, ale są też – inne, odmienne, różne.
Inaczej mówiąc status dziecka jawi się tu jako obraz tożsamości i różnicy, dziecko to Ten sam i Inny w oczach osoby dorosłej, jak gdyby dwa w jednym wobec niej.
 
Zastanówmy się teraz, w jakich innych jeszcze relacjach interpersonalnych narzuca się ta opozycja: tożsame – różne.
 
O przykłady nietrudno. Wystarczy, że rozmawiamy z kimś, kto ma odmienny pogląd w jakiejś sprawie. Jest Polakiem, jak my, ale o różnej opcji politycznej. Albo z kimś innego wyznania czy innej narodowości. Nawet niekoniecznie musi to być spotkanie twarzą w twarz.  Wystarczy wyobrazić sobie, mieć w myślach Żyda, Roma… Są inni niż my, a jednocześnie w czymś do nas podobni. Podobni oczywiście w tym, że są ludźmi jak my.
 
Naziści w różnoraki sposób odczłowieczali swoje ofiary. W krótkim nawiasie o Holocauście, jaki teraz nastąpi, będzie mowa o jednym z nich. Widocznym i niewidocznym zarazem. Nie od razu bowiem dawało się uchwycić, że mieliśmy do czynienia z zamachem na istotę człowieczeństwa, z uderzeniem człowieka w człowieku.
   
Do istoty Holocaustu należało, że ofiary były pozbawione wyboru. Już to, że ktoś urodził się Żydem, skazywał go na śmierć. Reszta mogła wybierać. Rozstrzygać swoje sprawy w sumieniu. Czy będę walczył, czy poddam się okupantowi, lub pozostanę obojętny - to były dylematy, przed jakimi stawało wielu nie-Żydów. Poddani terrorowi, byli w jakimś sensie wolni. Żydzi nie. Co by nie zrobili, pochodzenie przesądzało o wszystkim. Odebrano im podmiotowość. Pozbawiono możności decydowania o sobie. Odarto z wolności. Odarto z tego, co uważa się za istotę człowieczeństwa. 
 
  Co najmniej od czasów Antygony wiemy, że godne pochowanie ciała ludzkiego należy do elementarnych obowiązków wobec zmarłego. Ofiary Holocaustu, nasi sąsiedzi, są bez pochówku. Gdzie niegdzie mamy pomniki, tablice… Może pozostały gdzieś imiona, np. w urzędowych księgach, w pamięci?... Czy nie dałoby się ich odczytywać przy odpowiednich okazjach? Np. z ambon, w państwowe dni pamięci o Zagładzie? Albo zadbać o macewy, co dzieje się już ostatnio coraz częściej w wielu miejscach, także z inicjatywy lokalnych kół Stowarzyszenia im. Janusza Korczaka (zob. www.pskorczak.org.pl, Antyschematy). Lub jak zrobił to np. ksiądz Wojciech Lemański z parafii Jasienica, na drodze kolejowej do Treblinki, który postawił przy kościele pomnik z ocalałych kamieni nagrobnych i czyta tam „wypominki” Korczakowskie: imienną listę zamordowanych dzieci i personelu Domu Sierot w kolejne rocznice śmierci. Te przykłady (i wiele innych) warte są naśladowania.
 
 Przechodzę teraz do sygnalizowanego rozszerzenia Korczakowskiego ujęcia relacji: dorosły – dziecko. Inaczej - do problemu Innego (przez duże I). Czyli problemu osoby, która pojawiając się wśród nas, narzucając nam różnorako swoją obecność, różni się od nas pod istotnym względem. W świetle przywołanych cytatów, Inny u Korczaka to każdy, kto stoi na zewnątrz mojej własnej pozycji – społecznej, narodowej, politycznej, tyczącej wykształcenia, charakteru itp. Nie jest „swój”, tylko „obcy”, inny względem tego, który mówi czy działa. W tym sensie dziecko może być figurą Innego.
  
Pojęcie Innego wprowadził do filozofii Emanuel Levinas, filozof, który czerpał obficie z Biblii i judaizmu, W jego rozważaniach etycznych nietrudno dostrzec, że Inny to pewnego rodzaju interpretacja pojęcia bliźniego, poniekąd jego odpowiednik, a wymóg odpowiedzialności względem niego równa się nakazowi miłości bliźniego. Zwłaszcza, że niektórzy żydowscy myśliciele proponowali tłumaczenie tego przykazania Dekalogu (fragmentu z Księgi Wyjścia) jako „kochaj bliźniego, bo on jest jak ty” lub „kochaj bliźniego, bo jest równy tobie”.
 
  Powróćmy do przywołanych cytatów - szkicu nauki Korczaka o dziecku. Dzieci są, jak my. Mają te same prawa, co my. Ale są też inne. I chcą, by je poznać właśnie jako inne. Respektowanie praw dziecka, czyli bezwzględny imperatyw etyczny idzie u niego w parze z nakazem poznawczym: trzeba dziecko poznać. A może lepiej jeszcze - rozumieć. Niekoniecznie takie, jakie jest dla nas, ale jakie jest samo w sobie, dla siebie.
 
  Jak pamiętamy, najważniejsze z praw dziecka w Korczakowskich sformułowaniach to prawo do szacunku. Chciałabym się nad nim na chwilę zatrzymać. Zanim jeszcze Korczak napisał rzecz tak zatytułowaną, zanim jeszcze w ogóle zajął się praktyką wychowawczą, miał w swej biografii epizod niebłahy, a mało znany: oświatową działalność, adresowaną do ludu, w piśmie „Czytelnia dla Wszystkich” oraz współpracę z lewicowym „Głosem”. W postpozytywistycznych działaniach oświatowych dominowała na ogół postawa wyższościowa wobec odbiorców. Henryk Goldszmit jako publicysta „Czytelni” umiał postawić się na równi z tymi, do których się zwracał, budował między sobą a nimi solidarność i partnerstwo. W „Głosie” ostro piętnował wyzysk ekonomiczny, ale bardziej jeszcze, zgodnie z etycznym nachyleniem pisma, bronił godności pracowników. W etosie lewicowego inteligenta, który był jemu i pismu bliski, spotykał się Marksowski sprzeciw wobec sprowadzania robotnika do roli towaru i środka produkcji z Kantowskim nakazem, by każdy dla nas był osobą, podmiotem, a nie przedmiotem. Zgodnie z tym założeniem prezentowano też w piśmie utwory robotników, chcąc, by przemówili własnym głosem; Korczak napisał przedmowę do jednego z nich.
  
Jak ważna była autoprezentacja grup, traktowanych dotąd przedmiotowo, niech świadczy epizod z dziejów emancypacji Żydów polskich. Mam na myśli postulat, formułowany jeszcze przed pozytywistycznym programem równouprawnienia, by Żydzi pisali po polsku o sprawach żydowskich. Wysuwano go po jednej, i po drugiej stronie, polskiej i żydowskiej. Niemały w tym udział miał Józef Ignacy Kraszewski. Powiem o tym więcej, bo akurat mamy Rok Kraszewskiego, obok Roku Korczaka.
 
   A Korczaka łączyły z Kraszewskim szczególne więzy. Nie tylko wybór pseudonimu, wzięty – jak wiemy - z tytułu powieści Historia o Janaszu Korczaku i pięknej miecznikównie. Obecna była także tradycja rodzinna. Stryj, brat ojca, Jakub Goldszmit parał się piórem i podobnie jak wielu innych polonizujących się Żydów o ambicjach literackich, znalazł w pisarzu doradcę i patrona. Do takich, jak on, asymilujących się inteligentów żydowskich kierował Kraszewski apel, by przemówili od siebie, pisali o własnych sprawach w języku zrozumiałym dla otoczenia.      Pozytywiści w swym programie emancypacyjnym mieli do sprawy żydowskiej stosunek na ogół instrumentalny. Patrzyli na nią przeważnie przez pryzmat polskich interesów. Za wyjątkiem w pewnej mierze Orzeszkowej, która potrafiła sytuować się i w środku, i na zewnątrz problemu. Kraszewski pod tym względem zajmował miejsce szczególne. Nie był obojętny religijnie, jak Orzeszkowa. I w religii szukał mostów porozumienia. Pierwszy po Mickiewiczu powtórzył tezę o starszeństwie Izraela, w monoteizmie i etyce widział obszar wspólny obu religii. Miał dar spojrzenia do wewnątrz. I dlatego właśnie pragnął żydowskiej autoprezentacji. Podobnie jak nieco wcześniej Joachim Lelewel, który rzecz ujął w trafnej formule: „Pokażcie się mowie polskiej, jak jesteście w sobie”.
 
Korczak, który czuł się i Żydem, i Polakiem, w środowisku „Głosu” nie przeżywał  upośledzenia. Ale wokół owszem. Był narażony i na wyzucie z praw jako Polak w carskiej Rosji, i na odzieranie z godności jako Żyd. Stąd wyczulenie na problem szacunku. Chłop, robotnik, Żyd – to były grupy poniżane, lekceważone, traktowane instrumentalnie. I dziecko. Od ludu do dziecka – taka była ideowa droga Korczaka, wrażliwego na etyczną stronę życia. Szacunek dla dziecka oznaczał u niego poszanowanie człowieka w ogóle, człowieczeństwa w każdym człowieku, zwłaszcza tym słabym, drugorzędnym, krzywdzonym. A że dzieci są też inne, a zatem i to, co inne, należy w człowieku respektować. To, co powszechne i wspólne, i zarazem, co odrębne w każdym z nas.
 
   Dlatego Korczak przywiązywał tak wielką wagę do tego, by dzieci same wypowiadały się o sobie. O świecie, swoich marzeniach, odczuciach. Służyć temu miała gazetka w Domu Sierot, zachęta do pisania pamiętników, pismo „Mały Przegląd”, który – jak wiemy - był nie tyle pismem dla dzieci, co pismem samych dzieci. Mogły tam pisać, co je interesuje. Dla Korczaka był to znakomity materiał obserwacyjny, uzupełniający to, co dawała praktyka wychowawcza. Wykorzystywał go w utworach literackich. Dzieci miały okazję się w nich przejrzeć, uzupełnić swoją wiedzę o sobie. Przede wszystkim – zyskać szacunek dla siebie. Poczucie, że są kimś, coś znaczą, warte są opisania. A Korczak opisywał je nie z perspektywy dorosłego, ale w ich własnych reakcjach na świat, w ich specyficznym widzeniu rzeczywistości, w tym również – widzeniu dorosłych. Wgłębiał się w ich wnętrze, w odrębne odczucia, charakterystyczną wrażliwość, zaskakujące rozumowania. Naśladował dziecięcy język, sposób mówienia, dziecięce zabawy i rytuały, w których odbijało się to, jak dziecko postrzega siebie i swoją sytuację. Jednym słowem dokonywał jak gdyby zastępczej autoprezentacji świata dziecięcego, zastępczej jego ekspresji.
    
Do faktycznej ekspresji zachęcał też dzieci przez rozmowy z nimi. Były one nastawione w zupełności na „ja” dziecka, jego odkrywanie, poznawanie, wysłuchiwanie z uwagą. Powaga i  szacunek, jakie je otaczały, skłaniały dzieci do szczerości. Pełne oddanie dawało pewność, że on – rozmówca jest wierny sobie i wierny im, że nie zawiedzie, potwierdzało zgodność czynów ze słowami, poręczało wiarygodność. Obie strony ufały sobie.
 
 Zaufanie i szacunek – jak wiemy - to podstawowe warunki dialogu. U Korczaka należały one do podstawowych  wymogów relacji z dziećmi. I z Innymi w ogólności. Wiązało się z nimi prawo, by dziecko było, czym jest. I nienazwane wprost, ale wyraźnie obecne w Korczakowskiej narracji (a jeszcze silniej w jego współżyciu z dziećmi) prawo do wolności i miłości. Przypomnijmy: rozumienie każdego Innego oznaczało w myśleniu Korczaka rozpoznanie tego, co w nim własne, odrębne, jedyne. Z naciskiem powtarzał, że aby to umieć, aby rozumieć drugiego, trzeba najpierw rozumieć siebie. Antyczna zasada „poznaj samego siebie” (wg podania wyryta na ścianie świątyni Apollina w Delfach, powtarzał ją też chętnie Sokrates) znalazła tu zastosowanie jako podstawowy warunek właściwej relacji do bliźniego. Na równi z rozeznaniem, jak widzi on nas. Tak jak dziecka nie można urabiać wedle gotowych wzorów, tak innym nie należy narzucać naszych oczekiwań. Każdy ma swój własny wzór w sobie. Dostrzeże się go, jeśli się wie, kim się jest, jeśli samemu jest się osobowością samoistną, niespętaną gotowymi formułkami, samodzielną w myśleniu i działaniu, niezależną. Tak ugruntowane „ja” nie będzie dyrygować drugimi, nie będzie nimi rozporządzać, pozostawi każdemu wolne pole ekspresji i rozwoju. Gotowe do współdziałania i dialogu, zdolne do zaakceptowania inności w innym. Zrozumie każdego, który woła: nie manipuluj mną, nie oceniaj wedle twoich wartości, nie postrzegaj mojego ”ja” przez pryzmat twojego. Tak woła dziecko i tak woła każdy Inny/Podobny. Każdy ma prawo do manifestowania własnej niepowtarzalności w granicach wspólnie przyjętego porządku. Wolność u Korczaka jest wolnością w ramach wspólnoty.
 
  Miłość jako otwarcie na rzeczywistość drugiego człowieka sumowała w ujęciu Korczaka wymienione normy szacunku, zaufania, wolności. Nadto wzywała do odpowiedzialności, jak u Levinasa,  o czym wspomniałam. Żądała odpowiedzialności i troski. Co widać najlepiej w jego wzorze dobrego wychowawcy. W młodości Korczak wspominał (na łamach „Czytelni dla Wszystkich”) sylwetkę księdza Boduena, osiemnastowiecznego opiekuna sierot. Gdy ten kwestował na rzecz swoich podopiecznych, ktoś uderzył go w twarz. Boduen miał powiedzieć: dziękuję, to dla mnie, a co dla moich dzieci? To scena dobrze obrazująca rysy tamtego wzorca. Rolą wychowawcy było u Korczaka powołanie do służby. Wychowawca miał być gotowy nie tyle może do wychowywania dzieci, ile do bycia wychowywanym przez nie. Do kształtowania siebie w toku współbycia z nimi i bycia  d l a nich. Rys miłości jako bezwarunkowej służby innym zdawał się Korczak przenosić na ideał człowieka w ogóle. Nie formułował go wprost. Ale sam go realizował. Aby zająć się osieroconymi dziećmi, zrezygnował – jak wiemy - z posiadania rodziny, co odczuł, jak napisał później, jako rodzaj samobójstwa. Za pracę w Domu Sierot nie pobierał wynagrodzenia, w opiece nad dziećmi korzystał z pomocy filantropii, mocno osadzonej w żydowskiej dobroczynności. W swym buncie wobec świata nie poszedł drogą rewolucji, jak uczyniło to wielu lewicowych działaczy. Oddał się konkretnym istotom, opuszczonym i słabym, w wyrzeczeniu i ofierze. Ktoś mógłby powiedzieć: poświęcił się. A on stwierdziłby po prostu – to dla mnie, dla spełnienia życia.
   
Koncepcja życia jako służby to koncepcja chrześcijańska i żydowska zarazem. I także bliska etosowi polskiego inteligenta-społecznika (by wspomnieć choćby Judyma, jego wyrzeczenie). „Całą swoją osobowością, drogą życia i śmiercią […] łączył on […] ludzi różnych narodowości, wyznań, przekonań” – napisał  o Korczaku Igor Newerly.  I rzeczywiście. „Nikt nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie” – to przekaz nowotestamentalny. A w Talmudzie czytamy: „Jeśli jestem tylko dla siebie, czymże jestem? A jeśli nie teraz, to kiedy?”

Bożena Wojnowska

Seminarium zorganizowane przez Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy im. Janusza Korczaka w Elblągu. Zob. bliżej pskorczak.org.pl                                  

   

 

  

 

design by TONER        hosting by www.hb.pl

strona główna  |  do góry  |