Janusz Korczak
   
 Wiedza o Januszu Korczaku

 
 


Anna Sobolewska

 

Od magii do mistyki. Powieści inicjacyjne Janusza Korczaka

Serce mi piersi się wyrywa,
Gdy ujrzę w niebie tęczy łuk,
Tak samom patrzał – dziecię małe,
Jak teraz patrzę, gdy dojrzałem.

O, niech się wznosi starość siwa
Lub śmierć niech zwali z nóg!
Ojcem Człowieka – Dziecko małe,
Więc pragnę: wciąż niech serce wzlata
I swojskim czuciem spaja lata.

[W. Wordsworth ***, tłum. J. Pietrkiewicz]

 

Antyutopia Dzieciństwa

Dziecinny jest człowiek dorosły, dojrzałe jest dziecko. Myśmy się tylko jeszcze nie porozumieli ze sobą” – napisała Janusz Korczak w Kiedy znów będę mały (PW, s. 379)[1]. Postać dziecka – od czasów jego „odkrycia” w wieku XVIII i apoteozy w romantyzmie – służyła metaforyzacji ludzkiej kondycji. Dziecko było maską człowieka pierwotnego, człowieka kosmicznego, człowieka wewnętrznego. Zarówno w życiu, jak i literaturze stosunek do dziecka bywa zwykle skażony grzechem interesowności: mówiąc o nim stale dokonujemy przekładu – mówimy w istocie przyszłym idealnym społeczeństwie, o grzechu i niewinności, o własnych ideałach, czyli – o sobie. Temat „dziecko” zwykle służy ambicji, samo utwierdzeniu, dydaktyce moralistyce. Tymczasem warunkiem wszelkiego poznania jest bezinteresowność, jest to również warunek poznania człowieka.

            Myśl, że dziecko jest niezależnym, osobnym bytem, kryjącym w sobie swój własny cel, powraca wielokrotnie w pismach pedagogicznych Korczaka. Autora Prawa dziecka do szacunku  raził nawet utarty zwrot „moje dziecko”. Dziecko należy bowiem do niezliczonych pokoleń, jest raczej cennym depozytem niż własnością. Ostateczna konsekwencja uznania autonomii i tajemnicy osobowości jest u Korczaka – oprócz „prawa do szczęści” – szokujące „prawo dziecka do śmierci”.

            Pisząc o dzieciach pomija on cała sferę konwencji, milczącego paktu pisarza – pedagoga z czytelnikiem co do uznanej hierarchii wartości i celów wychowania:

To moda przelotna, błąd, nierozum, że wszystko, co nie wybitne, zdaje się nam chybionym, bezwartościowym. Chorujemy na nieśmiertelność. Kto nie dorósł do pomnika na rynku, pragnie mieć bodaj uliczkę swego imienia, zapis wieczysty. Jeśli nie cztery szpalty po śmierci, to bodaj wzmiankę w tekście: „Brał czynny udział, pozostawił żal w szerokich kołach”. […] Dziecko nie jest biletem loteryjnym, na który ma paść wygrana portretu w Sali posiedzeń magistratu czy biustu przedsionku teatru [Jak kochać dziecko; PW I, S. 125-126]

            Niełatwo byłoby wyodrębnić zasady systemu wychowawczego Korczaka. W jego rozważaniach można wyśledzić podejrzenie , że sztywne „zasady” czy „ideały” upraszczają pracę wychowawcy i ułatwiają mu życie. Tymczasem każda jego decyzja powinna być indywidualna, świadoma, niezależna od podjętych założeń. Cnota wychowawcy byłby więc brak „zasad”, czyli doskonała elastyczność, a prawem dziecka po prostu możliwość bycia sobą. Wychowanie jest najczęściej zmuszaniem do życia według pewnego intelektualnego schematu, wtłaczaniem życia w idealny wzór. Korczak był świadomy ,że w codziennej, zbiorczej praktyce wychowanie polega głównie na niwelowaniu różnic i likwidowaniu skrajności. On sam szanował odmienność i dziwactwa, słabość i wybujałość. W Domu Sierot samotnik mógł pozostać samotnikiem , nie zmuszano go do wspólnych zabaw. Nie było jednakowych miar i wymagań. Rzecz charakterystyczna, że Korczak nie potępiał u dzieci mało „szlachetnych” zachowań – skarżenia, a nawet donosicielstwa, bronił skrzywdzonych i tchórzliwych.

            Od czasów Rousseau dogmatem nowoczesnej pedagogiki stało się przeświadczenie, że dziecko powinno samodzielnie odkrywać podstawowe wartości. Korczak natomiast rozumie, że są dzieci – reformatorzy, jak mali bohaterowie jego powieści, i dzieci – tradycjonaliści; jedynie potrzebują swobody indywidualnych poszukiwań, drugie autorytetu:

Jednemu dają dziesięcioro przykazań wyrytych na kamieniu, gdy ono chce je wypalić własnym ogniem we własnej piersi, drugie niewolą do poszukiwania prawd, które musi gotowe otrzymać. NI wiedzieć tego – można , gdy się zbliża do dziecka z „Ja z ciebie zrobię człowieka”, a nie z badawczym: „Czym być możesz, człowiecze?” [Jak kochać dziecko; PW I, s. 129]

            Tajemnicą sukcesu Korczaka – pedagoga był zatem nie tyle system zasad, ile integralna osobowość, szanująca inne osobowości. Istotą jego działań pedagogicznych (i pisarskich) była niezwykła wewnętrzna autonomia, oparta na paradoksalnym połączeniu sprzeczności. Anegdoty o życiu Starego Doktora i jego nieoczekiwane riposty przypominają czasem powieść o słowach i czynach sławnych cadyków czy świętych. We wspomnieniach jego wychowanków i współpracowników całe jego życie staje się „świętym tekstem”.[2] Do sławnego cadyka pielgrzymowano nie tylko po to, by słuchać wykładu Tory, lecz by zobaczyć, jak parzy herbatę i wiąże sznurowadła. Tak też widziano Korczaka.

            Najgłębsza tolerancja wobec innych wypływała u niego nie z russoistycznej wiary w przyrodzoną niewinność i dobroć człowieka, lecz wprost przeciwnie – z nieufności wobec natury ludzkiej. Korczak nie liczył na „dobre serce” wychowawcy i wychowanków, ale na wypróbowane instytucje demokratyczne, jak sąd, gazetka, plebiscyt. Rzecz charakterystyczna, że jego dążenia reformatorskie były skierowane raczej na minimalizację zła i cierpienia niż na utopie powszechnej zgody i szczęśliwości (utopie taka skompromitował w Królu  Maciusiu Pierwszym). Wiedział, że silny i bezczelny będzie zawsze wykorzystywał swoja przewagę, nie wierzył, by zło dało się wykorzenić , dlatego pragnął ująć je w pewne ramy. Rozumiał, że dziecko musi przejść przez wszystkie grzechy – coś ukraść, kogoś skrzywdzić, skłamać – by stać się istotą społeczna i samoświadomą.

 W powieściach Korczaka dzieci maja charakterystyczne wady dorosłych – chciwość, obłudę, zawiść i własne  - naiwność, złośliwość, głupotę. Pisarz przełamuje tabu mówienia o złu dziecka, tabu, które istnieje do dziś. We współczesnej literaturze dziecięcej niemal nie spotyka się zła, winy i kary, tylko niegrzeczność, zło jest głównie skutkiem nieświadomości bądź błędów wychowawczych dorosłych.

Uznanie zła w naturze ludzkiej może być doświadczeniem wyzwalającym i wcale nie musi prowadzić do pesymizmu. Na odwrót – daje ono szansę dobroci i szczerości. Korczakowskie wskazanie na potęgę zła (np. na fakt bezinteresownego niszczenia i dręczenia innych), które musiało zgorszyć niejednego pedagoga, nie prowadzi do surowości czy moralizatorstwa nie znaczy, że jego „złego”, jak brzydki Anszel czy złośliwy Mosiek, trzeba nienawidzić. Taka postawa każe dostrzegać zło także w sobie samym, wyklucza potępienie czy obłudne zgorszenie. Antysentymentalizm może być warunkiem współczucia. W Dziecku salonu Korczak pisał: „ I widzę winy, nie widzę winowajców, i widzę krzywdzicieli, i widzę zbrodnię, ale zbrodniarzy nie widzę” (PW IV, s. 155).

            Korczak prowadził swój dialog ze światem niezależnie od okoliczności zewnętrznych. W Pamiętniku na jednej z ostatnich stron zanotował: „Dawno już nie błogosławiłem światu. Tej nocy próbowałem – zawiodło. Nie wiem  nawet, czym pobłądziłem” (PW IV, s. 373). Narrator Pamiętnika zawsze kieruje krytyczna uwagę na siebie samego. Zapiski te są świadectwem czujnego rozrachunku z sobą i innymi Żydami, a nie z wrogiem.

Wydaje się, że autora Dziecka salonu można by umieścić w nurcie myśli demaskatorskiej, do której należeli miedzy innymi Nietzsche i Gombrowicz, pisarze dręczeni obsesją własnej i cudzej nieautentyczności. Jedna z wychowanek przytacza takie słowa Korczaka:

Kłamie ten, kto mówi, że się dla czegoś lub kogoś poświęca. Jeden lubi karty, inny kobietki, jeden nie opuszcza wyścigów konnych, a ja kocham dzieci. Nie poświęcam się wcale, robie to nie dla nich , lecz dla siebie. Mnie to jest potrzebne. Nie wierzcie panie słowom o poświęceniu. Są kłamliwe i obłudne.[3]

            Pozostaje intrygującą zagadką, ze właśnie pisarze antysentymentalni – jak Gombrowicz w Dzienniku i Korczak w Pamiętniku, obaj boleśnie świadomi istnienia dziecka w człowieku dorosłym – cofają sie przed wymierzeniem sprawiedliwości i najostrzej stawiają kwestię współczucia i solidarności wszystkich istot żywych, „współbraci w bólu” I u Gombrowicza w Ferdydurke, i u Korczaka w opowiadaniu Kiedy znów będę mały trafiamy na temat przemiany w dziecko, czyli rozwoju na opak.[4] Obaj uniwersalizują sytuacje niedojrzałości, jednakże tylko Korczak widzi w niej okazję do przekroczenia kręgu własnej zależności i niewiedzy.

            Dzieciństwo w utworach autora Jak kochać dziecko to upokarzająca ignorancja. Dlatego właśnie poznanie wydaje się naczelna wartością w jego świecie, mimo iż samowiedza nie daje szczęścia, na odwrót, jest zwykle ostra świadomością klęski. Pisarstwo Korczaka przenika współczucie dla tych , którzy mało rozumieją bez własnej winy – małych dzieci czy dzikich ludzi. Nikt tak przenikliwie jak on nie opisał smutku i nędzy dziecięcego bytowian – przykrości w szkole, braku pieniędzy i rzeczy, upokarzającej zależności od rodziców i silniejszych rówieśników, a także nudy, wstydu i skrepowania, stanów nieznanych literaturze dziecięcej (często powtarzającym się słowem u Korczaka jest eufemizm „nieprzyjemnie”) Niemniej jednak, dzieciństwo to nie tylko niewiedza i zniewolenie, lecz również przeczucie wszechwiedzy i wszechmożliwości.

„Powiedział ktoś: wyrwałem się młodości jak z domu wariatów” – napisał w Samotności młodości (PW IV, S. 279). Dzieciństwo w świecie Korczaka to nie russowska niewinność, ale niewiedza i zniewolenie. Może właśnie dlatego dzieciństwo, czyli niedojrzałość, staje się tu modelem człowieczeństwa wiecznie poszukującego wyzwolenia?

    Baśń jako wtajemniczenie

            Baśń to czarodziejski zwierciadła ukazujące różne przejawy naszego świata wewnętrznego oraz fazy rozwojowe, jakie musimy przejść, aby osiągnąć dojrzałość.

Gdy zanurzymy się znaczenia baśniowe, wydadzą nam się one najpierw spokojną tonią, w której odbija się tylko nasza twarz. Wkrótce jednak ukażą się w głębi wewnętrzne wiry naszego życia psychicznego. W końcu zrozumiemy, w jaki sposób osiągnąć pokój z samym sobą i ze światem zewnętrznym, pokój, który nagrodzi nasze trudy.

- pisze znakomity znawca baśni i psychiki dziecięcej.[5]

            W obrębie fantastyki dziecięcej reguły poetyki SA wielostronnie związane z regułami wyobraźni. Konwencje tego gatunku dają się zatem wprowadzić nie tylko z repertuaru tradycji literackiej (powieść dla dzieci wykorzystuje schematy powieści edukacyjnej  przygodowej, utopii, powiastki filozoficznej itp.), ale i z uniwersalnych struktur wyobraźni. Stąd zainteresowanie literatura dziecięcą u antropologów, psychoanalityków, „antypsychiatrów”, jak Carl Gustaw Jung, Erich Fromm, Bruno Bettelheim.

            Baśnie pomagają dziecku w odkrywaniu i budowaniu własnej jaźni, twierdzi Bettelheim. Dziecko rozpoznaje w baśni ukryte wzory swojej własnej psychiki.[6] Czarodziejskie przygody i przedmioty  sa symbolami wewnętrznych procesów psychicznych i duchowych. Prace analityczne Bettelheima prowadza do wniosku, że ukrytym znaczeniem w systemie symbolicznym baśni jest trudny proces dorastania dziecka do dojrzałości seksualnej. Niemniej jednak baśń pseudonimuje nie tylko tajemnice płci, ale i misterium śmierci i zmartwychwstania. Odsłania nie tylko ukryte dążenia i fantazje seksualne, ale i nurtujące dziecko pragnienie nieśmiertelności i doskonałości duchowej. Wydaje się, że właśnie w świecie baśni i - -szerzej- fantastyki te dwie sfery znaczeń często występują łącznie i nawzajem  do siebie odsyłają. Przedmiotem zabiegów mistyfikacyjnych może być bowiem nie tylko sfera podświadomości, źródło impulsów popędowych, ale i sfera nadświadomości, sfera pragnień i doświadczeń duchowych.[7]

            Dziecko znajduje w baśni odzwierciedlenie swoich najgłębszych intuicji metafizycznych i i religijnych, o których pisał William Wordsworth w Odzie o przeczuciach nieśmiertelności ze wspomnień wczesnego dzieciństwa. Fantastyka dziecięca w swoich najwybitniejszych dokonaniach, do których należą powieści Korczaka, jest w istocie literaturą metafizyczną. Fantastyka dziecięca XIX I XX wieku – utwory Andersena, Lewisa Carrolla, Collodiego, Tove Jansson, mimo różnic całych epok literackich, tworzą jakby wspólne uniwersum. Badając to uniwersum uświadamiamy sobie analogie między strukturami literackimi a strukturami wyobraźni. Podstawowym schematem fabularnym baśni jest schemat inicjacji, przedstawiający proces narodzin nowego , wyższego „ja” bohatera. Mircea Eliade twierdzi, ze symboliczna inicjacja w życie duchowe jest podstawowym scenariuszem zarówno życia jak i sztuki:

Każde ludzki istnienie kształtuje seria prób, powtarzane niejednokrotnie doświadczenie „śmierci i zmartwychwstania”. I dlatego właśnie w religijnej perspektywie istnienie człowieka opiera się na inicjacji; można niemal powiedzieć, że życie ludzkie jest o tyle twórcze i wartościowe, o ile stanowi inicjację.[8]

            Całe życie podświadome i imaginacyjne staje się według Eliadego, rozgrywką o własną duchową tożsamość, toczoną między biegunami „upadku” i reintegracji. Ta rozgrywka o człowieka wewnętrznego jest jednym z odwiecznych tematów powieściowych, i to nie tylko – jak można by się spodziewać – w obrębie prozy analitycznej, introspekcyjnej, lecz również powieści fantastycznej czy baśni. Fantastyka dziecięca czytana w tej perspektywie staje się trenerem  problematyki inicjacyjnej . Uprzywilejowanym  tematem powieści inicjacyjnej były „dzieje duszy”, czyli przedstawienie życia jako duchowej pielgrzymki. W powieści fantastycznej dla dzieci symboliczna „akcję wewnętrzną” stanowią koleje przeżyć duchowych dziecięcego bohatera lub jego sobowtóra (zwierzęcia, kukiełki, zabawki). Do gatunku powieści inicjacyjnej można by zaliczyć utwory Korczaka, a zwłaszcza Kajtusia czarodzieja oraz Króla Maciusia na wyspie bezludnej.[9]

Wyspa Białego Szatana (nazwa przywodzącą na myśl ideę jedności przeciwieństw) i zamek czarnoksiężnika w Kajtusiu czarodzieju to bezludne krajobrazy duszy, scena odwiecznej psychomachii. Przestrzeń powieściowa przypomina tu niektóre filmy- parabole, jak Stalker Tarkowskiego, Intendent Sancho Mizoguchiego czy Ballada o Narayamie Kinoshity, gdzie umowność scenerii pozwala skupić uwagę widza na akcji wewnętrznej i sugeruje opróżnienie „ja” z wszelkich wyobrażeń. (Stylistycznym czynnikiem ogołocenia przestrzeni powieściowej jest u Korczaka przewaga narracji nad opisami redukcja wszelkich elementów opisowych). Podobną scenę doświadczenia wewnętrznego, ogołoconą z przypadkowych rekwizytów, jest lodowa pustyni w Królowej Śniegu Andersena , po której błądzi mała Gerda w poszukiwaniu swojego towarzysza. Uwadze czytelników tej baśni nieraz uchodzi charakterystyczny szczegół: gdy dzieci wróciły do domu, musiały schylić się w progu. Podróż inicjacyjna trwała wiele lat i dzieci przestały być dziećmi, podobnie jak Maciuś po doświadczeniach wyspy bezludnej.

            W baśniach Andersena i powieści wiktoriańskiej dla dzieci (Water Babies Kingsleya, Phantastes MacDonalda) czarodziejskie metamorfozy bohatera są czytelna metaforą drogi do zbawienia. Powieść Charlesa Kingsleya to historia cudownej przemiany kominiarczyka w wodne dziecko przez symboliczną śmierć w wodzie. Symbolika narodzin kończy się również Pinokio Collodiego – bezduszna kukiełka staje się człowiekiem. Podróż inicjacyjna jest ukrytym schematem fabularnym fantastyki dziecięcej nawet tam, gdzie czary wydaja się służyć jedynie zabawie, jak w cyklu opowieści o Mary Poppins Pameli Travers. W jej książkach dzieci musza przejść przez cztery żywioły (stały element ezoterycznych wtajemniczeń) – poznają dno morza i głębie ziemi, ogień i gwiazdy, świat zwierząt i minerałów. Stary okularnik, król zwierząt, przekazuje dzieciom tajemnice jedności wszechświata:

Zmierzamy do tego samego końca. Pamiętaj o tym, kiedy już o mnie zapomnisz, moje drogie dziecko! […] Ptak i zwierz, kamień i gwiazda – wszyscyśmy jedno, jedno i to samo – mówił półgłosem Okularnik.-Dziecko, wąż, gwiazda i kamień…[10]

            Na podobną myśl, przywołującą wieczne koło bytu jako wspólnotę człowieka i kosmosu, żywych i umarłych, natrafiamy w Kajtusiu czarodzieju[11]:

            Każdy człowiek w natchnieniu nie tylko pisze, ale gra i śpiewa, i tańczy, poznaj, przeczuwa. W natchnieniu znajduje przyjaciela, zdobywa nowe dla siebie prawdy, odmawia własną modlitwę. W natchnieniu rozmawia duchami tych, co umarli i narodzą się dopiero , rozmawia i ślubuje wierność tym, których nigdy nie widział – i brata się z człowiekiem i psem, gwiazda, kamieniem i kwiatem [s. 155-156]

            Powieści Pameli Travers maja strukturę koncentryczną. Każdy kolejny rozdział powtarza ten sam schemat fascynującej podróży w zaświaty wyobraźni i powrotu do rzeczywistości. Dzieci zawierają znajomość ze światem przyrody, a także z rzeczywistością wewnętrznego „ja”: snu, mitu, archetypu (poznają Noego, Plejady i greckich bożków), ale w dzień o wszystkim zapominają. Inaczej u Korczaka. Jego powieści, również oparte na powtórzeniach (wielokrotne uwięzienia i u cieczki Maciusia), maja budowę raczej spiralną niż kolistą. Cała bogata akcja przygodowa służy jedynie poszerzeniu samowiedzy bohatera.

Podróż inicjacyjna Kajtusia czarodzieja

Literatura dziecięca często ożywiała mit dzieciństwa jako raju utraconego. Dziecięcy bohaterowie zwykle tracili z wiekiem czarodziejskie umiejętności – bohaterowie Piotrusia Pana Jamesa Matthew Barriego zapominają sztuki fruwania i przestają rozumieć istoty z zaświatów. „Raj utracony” dzieciństwa to jeden z najważniejszych problemów literatury „dorosłej”, gdzie występuje on jako temat wydziedziczenia – utraconego domu rodzinnego i duchowej ojczyzny, a zarazem zagubionego w wirach dorosłego życia pierwiastka boskości.

            Rzecz interesująca, że we wczesnej twórczości Hermanna Hessego natrafiamy na podobne jak u Korczaka związanie problematyki dzieciństwa i kwestii doświadczenia wewnętrznego. U obu pisarzy dzieciństwo jest przedstawione zawsze w stanie rozpadu. Bohaterowie Hessego i Korczaka nie tracą siebie, ale na odwrót – odnajdują na gruzach bezpiecznego dzieciństwa, w pustce i w samotności. Powrót do dzieciństwa w opowiadaniu  Kiedy znów będę mały okazuje się bezwartościowy. Hesse nazywa mit raju utraconego „najbardziej morderczym ze wszystkich marzeń”, mielizną, na której grzęźnie świadomość, zapominając o swoim prawdziwym powołaniu, jakim jest poznanie siebie:

Droga do niewinności, do stanu przedstworzenia, do Boga, nie prowadzi wstecz, lecz naprzód – nie do wilka wiedzie ani do dziecka, lecz coraz dalej w głąb winy, coraz głębiej w stawanie się człowiekiem.[12]

Dziecięcy bohater często występuje w roli kreatora, bożka obdarzonego mocą. Zwłaszcza w filmie spotkać można sugestywną reprezentację dziecięcych snów o potędze. Chłopiec z filmu Arrabla Viva la muerte! Siusiając potężnym strumieniem zatapia domy i ogrody swoje go miasta. W filmie Bergmana Fanny i Alexandr dziecko podpala siłą wyobraźni dom znienawidzonego ojczyma. W filmach Tarkowskiego spojrzenie dziecka ma moc stwarzania innej , nadprzyrodzonej rzeczywistości (Dziecko wojny, Zwierciadło, Stalker). Kajtuś czarodziej Korczaka uruchamia samochody i aeroplany, buduje i niszczy zamki, reżyseruje bitwy. Jego czary prowadza do stanu wojennego w Warszawie i komplikacji dyplomatycznych na świecie. Przygody te ujawniają okrucieństwo i niedojrzałość świata dziecięcej wyobraźni (a zarazem szaleństwo i głupotę świata dorosłych). Podobnie Maciuś Reformator chce dobrze, a prowokuje zło. Rewolucja i „komunizm wojenny” dzieci w Królu Maciusiu Pierwszym, za którymi kryją się szpiedzy obcego mocarstwa, doprowadzają kraj do zguby.

           Powieść ta demistyfikuje schemat „raju utraconego”. Narrator Króla Maciusia Pierwszego proponuje czytelnikowi odwrotny ruch myśli – od pozornej potęgi dzieciństwa do samoograniczenia i prawdziwej wolności. Korczak – pedagog kreował i doskonalił utopie samorządnej społeczności dziecięcej. Korczak – powieściopisarz wskazywał dzieciom nie tyle wartości utopii społecznej, ile samotniczą ścieżkę samowiedzy i wewnętrznej autonomii, widząc przyszłość „nie tyle w innym, lepszym ustroju, ile w lepszym człowieku”[13]. Stawia on swoich dziecięcych bohaterów przed najcięższą próbą: Kajtuś i Maciuś muszą uznać klęskę swoich poczynań czarnoksięskich i reformator­skich. Prowadzi ich drogą wewnętrznego rozwoju od pustki skupienia na sobie i fałszywej wszechmocy, niczym nie zasłużo­nej królewskiej czy czarnoksięskiej potęgi, do pełni rozumiejącej świadomości.

Kajtuś czarodziej i dylogia o Królu Maciusiu, a zwłaszcza Król Maciuś na wyspie bezludnej, to proza symboliczna. Przygody bohaterów mają tu swoją duchową podszewkę. Droga Kajtusia i Maciusia jest drogą oczyszczenia, rozumianego jako opróżnienie serca i umysłu z wszelkich egoistycznych pragnień, złudzeń, przywiązań. Klęska obu bohaterów wskazuje, że czary i panowanie nad ludźmi są ułudą. Poczucie wszechmocy nie jest w stanie przezwyciężyć i zagłuszyć samotności. Co więcej, nie zasłużone obdarowywanie innych przynosi więcej złego niż dobrego. Hojne prezenty Maciusia — czekolada i lalki — i czarodziejskie dary Kajtusia — zamek na wyspie, muzyka i ciasteczka z kremem — zwiększają tylko miarę nieładu w świecie:

Kiedy już będą wiedzieli, że jest czarodziejem i dobrym księciem, sprowadzi z Tatr jedną górę, żeby dzieci miary saneczki i narty. Urządzi dla wszystkich ślizgawkę. Bada zabawy i poczęstunki.

Cała Polska będzie bogata. Potem nawet Chińczycy i Eskimosi [Kajtuś czarodziej, s. 104].

W Kajtusiu czarodzieju magia jest próbą uwolnienia się od przymusów, jakie narzuca dzieciństwo czy samo życie. Próbując przywrócić życie babci Kajtuś — jak średniowieczni magowie — chce być nie tylko „dobrym księciem", ale i panem śmierci. Dopiero na gruzach swojej kariery czarnoksięskiej chłopiec zro­zumiał* że ostateczne zwycięstwo nad śmiercią możliwe jest na innej drodze — drodze współczucia i ofiary.

Działanie magiczne wymaga opanowania świata, wchłonięcia go dzięki „woli i wyobrażeniu". Dziecko obdarzone potęgą wiary i wyobraźni jest magiem-czarodziejem z natury. Korczak kazał swoim bohaterom kroczyć drogą mitycznych herosów-magów, naznaczonych niepohamowaną żądzą poznania, Prometeusza i  Fausta. [14]Magia była dzieciństwem ludzkości, marzeniem o uwol­nieniu się —tanim  kosztem — od ciężaru wszechświata. Wyższym stopniem duchowego wtajemniczenia, zarówno w rozwoju in­dywidualnym, jak i w historii ludzkości, jest — zdaniem van der Leuuva —mistyka, będąca przekroczeniem granic własnego „ja". Magia natomiast, podobnie jak dziecięce szaleństwa wyobraźni, jest uwewnętrznieniem świata:

To opanowanie świata przez wolę wymaga spełnienia pewnego istotnego warunku: świat musi uprzednio zostać przeniesiony do wewnątrz, czło­wiek musi go wchłonąć; dopiero wtedy, kiedy to się stanie, może on świat opanować. Dlatego każda magia jest a u t y z m e m [...]. Nikt nie troszczy się tu o „rzeczywistość”: opanowuje się ją twórczo zamykając się przed nią w sobie. Człowiek wznosi królestwo w swoim wnętrzu, celebruje nabożeństwo we własnej duszy.[15]

Kajtuś czarodziej odtwarza, w sposób symboliczny, drogę rozwoju jaźni od dziecięcego autyzmu do wszechobejmującego współczucia —od magii do mistyki. W świecie Korczaka dzieciń­stwo nie jest stanem łaski, ale jedną z form, które trzeba prze­kroczyć i odrzucić. Celem bolesnych prób Kajtusia i Maciusia jest zbudowanie wolności wewnętrznej, która — w sposób para­doksalny — ma być związaniem jaźni ze światem, przezwycięże­niem Schopenhauerowskiej „zasady oddzielenia". W roli czaro­dzieja Kajtuś doświadczył i zrozumiał, że każdy czyn zatacza nieskończone kręgi i żadna krzywda nie da się odwrócić (człowiek umie przebaczyć, ale „czy pies skrzywdzony przebaczy?" — za­stanawia się dziecko w książce Mośki, Joski i Srule). Wcielając się w psa i drzewo, odwiedzając szpitale i więzienia poznał, ile cierpienia jest na świecie:

Dawniej ciekawość — teraz współczucie. [...]
Zaprawdę, wiele wszędzie smutku i nieładu. Wśród dorosłych i dzieci.
Wiele smutku i wiele nieładu.
Zrozumiał i czuje [s. 290-291].

Kajtuś czarodziej to trudna i tajemnicza książka. Czytelnik rozpoznaje tu znany schemat fabularny fantastyki dziecięcej — czarodziejską karę i pokutę. Niemniej jednak zamknięcie w wieży czarownika (podobnie jak odosobnienie Maciusia na wyspie bez­ludnej) jest nie tylko karą, ale i koniecznym warunkiem sku­pienia, które poprzedza osiągnięcie dojrzałości. W więzieniu czarnoksiężnika Kajtuś zrozumiał sens cierpienia i współczucia, podobnie jak zła księżniczka z baśni Makuszyńskiego, która musiała stopić łzami lodową górę swojego egoizmu (Bardzo dziwne bajki).

U Korczaka konwencje fantastyki wchodzą w konflikt z zamys­łem paraboli filozoficznej w przebraniu baśni, sugerującej czytel­nikowi idee pozornie tylko znane i oczywiste. Kajtuś czarodziej kończy się wezwaniem: „Czuwaj! Bądź karny! Bądź mężny". Powieść fantastyczna czy przygodowa dla dzieci zwykle sławi czujność, odwagę i męstwo małych bohaterów. Niemniej jednak w utworach Korczaka chodzi o czujność i męstwo innego rodzaju niż męstwo Stasia Tarkowskiego czy bohaterskich chłopców z Serca Amicisa. Wezwanie „czuwaj!" odzyskuje tutaj swoje znaczenie głębokie, ewangeliczne — nie chodzi przecież o czujność wobec wroga, ale wobec siebie samego, własnego „ja". Męstwo bohaterów Korczaka to cnota doskonała, która nie zna podziału na swoich i obcych, dobrych i złych. Ich baśniowe królowanie nie jest projekcją „marzenia Kopciuszka" o bogactwie i władzy, ale marzeniem o wolności i doskonałości wewnętrznej. Celem tej twórczości jest wyrażenie w języku powieści jednego modelu charakteru i wzoru  postępowania, przedstawionego różnymi środkami pisarskimi w Kajtusiu czarodzieju i w Królu Maciusiu na wyspie bezludnej. Kajtuś i Maciuś to jednak postacie zbyt skomplikowane i niejednoznaczne, by mogły stać się wzorem.

Magiczne uwewnętrznienie świata i fascynacja żywiołem wy­obraźni znajdują swój stylistyczny wykładnik w sposobie narracji. W Kajtusiu czarodzieju autor korzysta z doświadczeń powieści awangardowej dwudziestolecia. Sposób opowiadania zbliża się do narracji personalnej, nie wykraczającej poza pole widzenia i świadomości postaci. Powieść przypomina scenariusz filmowy, wypełniony zapisem dialogów i zdarzeń w formie obrazów, a także mowy wewnętrznej  bohatera. Nad ujęciami panoramicznymi przeważają zbliżenia, prowadząc do rozbicia czasu i przestrzeni powieściowej. Czytelnik musi sam budować tę przestrzeń z ułam­ków, kawałków (np. pałacu Kajtusia nie oglądamy nigdy w cało­ści, poznajemy go pośrednio i we fragmentach — poprzez jego myśli i wyobrażenia). Częste są gwałtowne zmiany punktu widze­nia z zewnętrznego na wewnętrzny (lub odwrotnie), naśladujące technikę montażu filmowego.

„Filmowość" narracji w Kajtusiu czarodzieju to równocześnie jej oniryczność. „Życie jest jak dziwny sen" — napisał Korczak w Dedykacji zamykającej powieść. Jego utwory, od Dziecka salonu do Króla Maciusia na wyspie bezludnej, naśladują w całości lub we fragmentach mechanizm snu. Fabuła Kajtusia czarodzieja to szaleństwo wyzwolonej we śnie wyobraźni. W środkowych par­tiach książki zagęszczenie obrazów jest tak wielkie, że czytelnik traci poczucie rozwoju fabuły. Przyspieszenie tempa narracji stwarza wrażenie jednoczesności, a nie następstwa, jak gdyby narrator jedynie w wyobraźni wypróbowywał różne warianty kariery Kajtusia: zwycięzca w meczu bokserskim, sławny skrzy­pek, champion pływacki, znakomity aktor, przybrany syn milio­nera. To załamanie kompozycji przypomina zapętlenie snu. Takie sny o potędze zawsze kończą się kompromitacją.

Gwałtowne perypetie akcji — sukcesy, katastrofy, aresztowa­nia, czary — są tu fabularną analogią niezwykłych, płynnych stanów świadomości. Przemienność czarodziejskich wcieleń Kaj­tusia staje się odbiciem gorączkowej pogoni bohatera za własnym „ja". Nie ma jednak bezpośredniego przejścia od gonitwy do samopoznania. Chłopiec musi wycofać się ze świata, by poznać go od środka, co symbolizują czarodziejskie role zwierzęcia i drzewa.

„I zamienił się Kajtuś w drzewo. Zdobył wielkie wtajemniczenie życia we świecie..." — czytamy w zakończeniu książki (s. 202) . Zadaniem czytelnika jest rozpoznanie w przemienionym Kajtusiu i w samotnym więźniu wyspy bezludnej własnej mocy i pragnienia doskonałości — istoty swojej własnej  jaźni.

Poszukiwanie człowieka wewnętrznego

Korczakowska ścieżka wtajemniczenia to droga poznania, które nie ma być różnicowaniem, lecz na odwrót — chce być poznaniem jednoczącym, odkryciem jedności jaźni i świata. Dla­tego właśnie pisarz izoluje i więzi swoich dziecięcych bohaterów, skazuje ich na wygnanie i tułaczkę, by dać im sposobność — po zatoczeniu koła — powrotu do domu własnego „ja".

Król Maciuś, jak mityczny puer aeternus,[16] w swoich wędrów­kach zatacza koła w przestrzeni i w czasie, wracając do punktu wyjścia — po latach wojny, tułaczki i więzienia znowu ślizga się na łyżwach na pałacowym stawie. Jego droga nie jest jednak błędnym kołem wiecznej niedojrzałości, ale spiralną ścieżką wy­zwolenia.

Maciuś musiał przejść przez bramę pustki — klęski, sieroctwa; wydziedziczenia. Na wyspie bezludnej został poddany testom odwagi i samotności i wreszcie ostatniej próbie, opisanej w rozdziale, który sam narrator nazywa „najdziwniejszym".  Zdaniem Bettelheima obraz zagubienia się bohatera w ciemnym lesie —jak u Dantego — poprzedza rytuał wtajemniczenia i nową duchową tożsamość.[17] W czasie samotnej wędrówki po wyspie Maciuś zabłądził w lesie i spotkał starca-pustelnika, który zaprowadził go do wieży z siedmioma drabinami o siedmiu szczeblach, i w dół, do podziemia. Ta wizja ożywia archaiczny schemat podróży inicjacyjnej. Liczba „siedem" jest ściśle związana z symboliką rezurekcyjną:

Zanim się bowiem wejdzie „po drabinie Jakubowej" do Królestwa, to najpierw, jak to widzimy w praktyce starochrześcijańskiej, trzeba było przebyć siedem schodów prowadzących do „wód odrodzenia", siedem schodów, które symbolizowały siedmiu potężnych wrogów mieszkających w Ziemi Obiecanej  [...], odpowiadających siedmiu grzechom głównym z katechizmu katolickiego; to znaczy, że trzeba było zejść do własnej rzeczywistości, do własnej egzystencji, do własnej biografii.[18]

Kim jest milczący starzec z wieży? Może to Chronos (jedynym wyposażeniem wieży są zegary) przypomina chłopcu o przemija­niu i wieczności? Podziemne przejścia, którymi starzec prowadzi Maciusia, stają się synonimem krainy śmierci, a zarazem fabularną analogią zstępowania w głąb własnej psychiki. Wędrówka w głąb ziemi staje się poszukiwaniem człowieka wewnętrznego, rozu­mianego jako boskość utajona w człowieku.

Stary Mędrzec (to jeden z obrazów archetypowych baśni) zwykle obdarza bohatera czarodziejskim przedmiotem lub po­mocną radą.[19] Tutaj „Podróżny Starzec" milczy. Bohater Korczaka musi odnaleźć czarodziejską moc odrodzenia i dobrą radę w sobie samym. Ze spotkania z pustelnikiem Maciuś wychodzi odrodzony, silny, utwierdzony w swojej stoickiej Amor fati. Czeka go jeszcze wiele cierpień i najcięższe próby — więzienia, tułaczki i umierania. Towarzyszyć mu odtąd będzie marzenie, „żeby każdy miał samotną wieżę w lesie gęstym".

Obrazy symboliczne Króla Maciusia na wyspie bezludnie  czer­pią swą siłę z archetypowych przeciwieństw ignorancji i po­szukiwania mądrości, zstępowania i wstępowania, królowania i wydziedziczenia, a także z kręgu topiki narodowej (toposy żołnierza przegranej sprawy, więźnia-katorżnika i tułacza bez domu i ojczyzny). W dylogii o Królu Maciusiu w przedziwny sposób splatają się wątki kontemplacyjne oraz wątki aktywistyczne o romantycznym rodowodzie. W tym drugim wymiarze — w ukazywaniu polskiego losu jako walki daremnej — Korczak zbliża się do tradycji Żeromskiego. „Dziecko jest też bo­haterem tragicznym, repliką postaci Żeromskiego" — pisze Hanna Kirchner.[20]

Katorga, tułaczka, wojna pozycyjna, krucjata dziecięca to epizody okrutne i szokujące w powieści dla dzieci! W świecie Korczaka dojrzałość to świadomość klęski:

Idzie Maciuś szosą ciemną w kierunku swojej ojczyzny. Nie cieszy się. Tylko tak mu się plącze w głowie myśl, że ot i z więzienia go wypędzono. Miał dach nad głową, miał chleb — dlaczego akurat dozorca się zlitował i zmusił do ucieczki? Ciężkie miał tam życie, ale czy nie trudniej myśleć, co robić dalej, niż nosić kosze z węglami? Pracować i tak musi, bo nie chce darmo jeść, choćby i dali. Ukrywać się też musi, bo nie może ciągle wojen prowadzić. Zatrzymał się i zapisał w swym pamiętniku: Życie jest jak więzienie [s. 164].

Korczak jest równie antysentymentalny, „niepedagogiczny", nieschlebiający dziecku jak... Hans Christian Andersen. Wiele łączy twórczość obu pisarzy. Przede wszystkim podskórny tra­gizm. Może tylko przyzwyczajenie każe uważać niektóre przypo­wieści Andersena za „baśnie" i polecać je dzieciom? Są to często realistyczne opowiadania o zmarnowanym życiu człowieka (Opo­wiadanie z diun, Anna Lisbet) czy przemijaniu rzeczy (Choinka, Dzielny ołowiany żołnierz). W opowiadaniu Ciotka Fluksja narra­tor przedstawia — w konwencji znalezionego rękopisu — zapiski wesołego studenta, którzy bardzo chciał zostać poetą i cierpiał na ból zębów. Ze swojego okna na poddaszu widział ulicę jako wielotomową bibliotekę — wolumin za woluminem. Teraz jego próby literackie służą do pakowania śledzi: „spełniły swoje prze­znaczenie!" — dopowiada cynicznie narrator. Są u Andersena baśnie tragiczne, jakby przeciążone doświadczeniem samotności i upokorzenia (Cień, Mała syrena, Opowiadanie o matce), są i „opowieści niemoralne", w których triumfuje spryt i bezwzględ­ność (Duży Klaus i mały Klaus). W niektórych wszelkie działania, nawet narodziny i śmierć bohatera, wydają się absurdalne. Boha­ter Opowiadania z diun, „zapomniany przez Boga" Jorgen, jest synem pary arystokratów, ale — inaczej niż w powieści realistycz­nej — fakt ten nigdy nie wychodzi na jaw. Jorgen znajdzie, wraz z ukochaną, śmierć na morzu, jak jego rodzice. Narrator usiłuje przedstawić sens tej tragicznej egzystencji w świetle boskiej ekono­mii, gdzie nic nie idzie na marne. Absurd jest tu znakiem miłości Bożej i —jak w Księdze Hioba, jak u Tertuliana i Kierkegaarda — może stać się fundamentem wiary ocalającej sens istnienia. Jarosław Iwaszkiewicz dostrzegł w dziele Andersena ukryte prze­świadczenie o bezcelowości wszystkich człowieczych usiłowań, pokrewne pesymizmowi Schopenhauera i Kierkegaarda:

Olbrzymiej sile poetyckiej dzieła Andersena tylko zawdzięczamy, że nie odbieramy go jak filozofii beznadziejności. Tylko skomplikowane piękno tej poezji ocala ją dla nas. Bo piękno jest zawsze optymistyczne, zawsze zachęca do życia, chociażby mówiło o jego beznadziejności.[21]

W klasycznej powieści dla dzieci dziecko było zwykle nosicielem moralnej doskonałości (Mała księżniczka Frances Burnett, Polly-anna Eleonor H. Porter, W pustyni i w puszczy Sienkiewicza, Awantura o Basie czy Panna z mokrą głową Makuszyńskiego). Trzeba było tylko życiowej okazji — nieszczęścia, biedy, niewoli — żeby ta doskonałość mogła się ujawnić i zabłysnąć. Inaczej u Korczaka. Niewinność, mądrość, doskonałość nie są dziecku przyrodzone, jak sądzili romantycy, ani też darowane w akcie cudownej epifanii. Poznanie nie jest tu owocem łaski, ale boles­nego i oczyszczającego wysiłku samopoznania.

Czarodziejska kara i pokuta jest chwytem uświęconym kon­wencją baśni. Zaklęcie dzieci w psy w Kajtusiu czarodzieju ma liczne analogie w literaturze dziecięcej: zaczarowanie dzieci próżniaków w osły i uwięzienie Pinokia w brzuchu wieloryba w po­wieści Collodiego, zamknięcie Kaja w pałacu Królowej Śniegu, los dziewczynki, która przyrosła do chleba, i kara czerwonych trzewiczków w baśni Andersena. Ale w żadnej konwencji, ani baśniowej, ani realistycznej, nie mieści się cierpienie i śmierć Maciusia. Literatura dziecięca znała śmierć głównego bohatera, ale była to najczęściej śmierć bohaterska, akt heroicznej ofiary z własnego życia. Śmierć bohaterów Amicisa czy ofiara syreny z baśni Andersena były wpisane w uniwersalny porządek etyczno-religijny, wyznaczony przez chrześcijańskie pojęcie ofiary i odkupienia, kryjący w sobie możliwość pocieszenia i nadziei. Właśnie nieśmiertelność duszy jest ukrytą hipotezą fantastyki dziecięcej. Nie przypadkiem mała Gerda układa z klocków lodo­wych słowo „wieczność", wyzwalające Kaja.

Śmierć Maciusia może wydawać się absurdalna. Chłopiec umiera przypadkowo, jak wielu bohaterów współczesnej powieści i filmu (np. mali bohaterowie Los Olvidados Bunuela). Korczak odmawia czytelnikowi nadziei, że jeśli odniesie zwycięstwo w wal­ce o własną tożsamość, to czeka go w przyszłości szczęście. Maciuś ginie, właśnie wtedy, gdy odniósł pełne zwycięstwo nad sobą, przekraczając egoistyczny, „królewski" punkt widzenia.

Bohater prozy Korczaka jest samotny podwójnie — samotno­ścią króla-dziecka w świecie dorosłych, samotnością obcego, i samotnością człowieka stojącego wobec cierpienia i śmierci. Jedyną drogą przezwyciężenia bólu indywidualnego istnienia staje się współczujące porozumienie z innymi śmiertelnymi „brać­mi w życiu", a jedyną cnotą — stoicki heroizm, gdzie cnota musi być sama w sobie nagrodą. W świecie Korczaka nie ma żadnej przygotowanej drogi ani żadnej sankcji istnienia. Samotny boha­ter musi docierać do własnego bytu — chwila po chwili — w do­świadczeniu wewnętrznym.

Maciuś stał się filozofem, to jest człowiekiem, który o wszystkim myśli, a nic nie robi. Filozof nie jest leniuchem, myślenie też jest pracą, nawet ciężką pracą. Człowiek zwyczajny widzi żabę, ale to go wcale nie obchodzi. A filozof myśli:

„Dlaczego Bóg stworzył żaby? Przecież im nieprzyjemnie."

Zwyczajny człowiek, jeżeli go ktoś zaczepi czy dokuczy — zaczyna się złościć, bije albo się broni; a filozof myśli:

„Dlaczego ten człowiek jest dokuczliwy i lubi zaczepiać?" [s. 77-78]

Król Maciuś na wyspie bezludnej jest powieścią par excellance filozoficzną. Narrator proponuje czytelnikowi wspólne poszuki­wanie prawdy, które jest podróżą w nieznane. Samotne medytacje Maciusia są wypróbowywaniem możliwości ludzkiego poznania.[22] Chłopiec próbuje odkryć, na czym polega myślenie („Znów długo myślałem, jak się myśli"). Sprawdza i odrzuca potoczne kategorie widzenia świata i siebie samego. Nowa idea może bowiem zrodzić się jedynie w pustce i spokoju, w umyśle opróżnionym z wyob­rażeń i schematów.

Wątki buddyjskie w „Królu Maciusiu na wyspie bezludnej"

Wyspa Białego Szatana staje się obrazem drogi doświadczenia wewnętrznego, rozumianej bardzo po buddyjsku jako ścieżka oświecenia — samorealizacji. Utwory Korczaka, a zwłaszcza Król Maciuś na wyspie bezludnej i Pamiętnik, nasuwają intrygujące pytanie o rolę filozofii Wschodu, a zwłaszcza buddyzmu, w jego światopoglądzie. Wydaje się, że filozofia indyjska była atrakcyjna dla pisarza przede wszystkim jako filozofia życia — Lebens- -philosophie w terminologii Nietzschego, będąca nadbudową psy­chologii jednostki, czyli indywidualnego życia psychicznego, a nie rozumową spekulacją, systemem w rozumieniu akademickim. Na gruncie buddyzmu niestosownością jest intelektualne docie­kanie natury bóstwa, pytanie o nieśmiertelność duszy, o życie wieczne.[23] Fascynował on Korczaka jako religia bez rytuałów i dogmatów, w której rolę wtajemniczenia pełni jednostkowe doświadczenie kontemplacyjne. Buddyzm ukazuje jedynie możliwość doświadczeń duchowych, milcząc na temat ich treści. Doświadczenie religijne, które nie zastygło w rytuał, służy od­słanianiu mistycznych podstaw zwykłego ludzkiego życia.

Korczak-reformator mógł znaleźć w buddyzmie ideał bezin­teresownego działania, wyzbytego myśli o własnych korzyściach, Korczak-filozof szukał być może uzasadnienia religijnej intuicji człowieka, a zwłaszcza intuicji dziecka, że zróżnicowanie świata jest pozorne i że punkt styku z nieskończonością nie jest ponad' światowy, lecz immanentny. Doświadczenie religijne staje się zatem doświadczeniem własnej jaźni: „Z sobą poprzez Boga i z Bogiem poprzez siebie" — napisał w książeczce Sani na sam z Bogiem. Modlitwy tych, którzy się nie modlą. Religię Korczaka określano jako wiarę nieautorytatywną, niedogmatyczną, całkowicie uwewnętrznioną, rezygnującą z wszelkich rytuałów.[24] Bohater auto­biograficznej Spowiedzi motyla mówił:

Gwiazdy, wszechświat mówią mi o istnieniu Stwórcy, a nie ksiądz: Stworzyłem sobie nową wiarę, nie ma ona jeszcze określonego kierunku, lecz jest czysto duchową. Jest Bóg — mówi ona. Jakim jest? — na to umysł ludzki nie odpowie [WP II, s. 80].

W myśli Korczaka można dostrzec kontaminację wątków przejętych z różnych tradycji — myśli sokratejskiej, stoicyzmu (Marek Aureliusz), tradycji judeochrześcijańskiej, panteizmu (Spinoza), buddyzmu. W istocie tradycja sokratejska spotyka się tu z buddyjską w bezwzględnym nakazie poznania samego siebie, które warunkuje wszelkie poznanie. Problem źródła buddyjskich inspiracji pisarza wymagałby osobnych studiów, np. pewne jego koncepcje nasuwają na myśl Schopenhauerowskie Mitlteid i Erlosung. Niemniej jednak obecność w dziele Korczaka wszyst­kich zasadniczych wątków buddyjskich, jak nakaz samopoznania, poczucie immanencji bóstwa, wątek wspólnoty i współ-tożsamości wszystkich żywych istnień, droga wyzwolenia z cier­pienia poprzez wyzbycie się lęków i pożądań, ideał bezinteresow­nego, beznamiętnego działania, wskazywałaby na inne — poza myślą Wielkiego Pesymisty — bezpośrednie źródła inspiracji. Przyswojenie podstawowych wątków myśli buddyjskiej umożli­wiło mu uporządkowanie własnych intuicji i poszukiwań ducho­wych. Nawiasem mówiąc, kategorie filozoficzne buddyzmu Zen łatwo się narzucają w związku z problematyką doświadczenia wewnętrznego, gdyż kwestia głębin jaźni i autonomii człowieka wewnętrznego, zaniedbana w filozofii europejskiej, stanowi cen­trum filozofii Wschodu.

Świadomość bohatera Króla Maciusia na wyspie bezludnej powoli staje się świadomością buddyjską, podobnie jak buddyjski staje się klimat duchowy tej powieści. Szykując ucieczkę z więzie­nia Maciuś „nauczył się spokoju, rozwagi, ostrożności — nie wiedział dobrze, jak to się nazywa.  Zdawało mu się, że najważ­niejsze, żeby w sobie, w głowie, w sercu, w duszy —było wszystko gotowe" (s. 26).

W świecie Korczaka mądrość nie jest ani wiedzą objawioną; ani filozofią, ani żadną szczególną zdolnością, ale dojrzałą i spo­kojną przytomnością ducha. To gotowość umysłu jest mądrością, mówi współczesny mistrz Zenu. [25] Na wyspie bezludnej Maciuś zrozumiał, że źródło spokoju i mądrości jest w nim samym i nie trzeba go szukać na zewnątrz:

Ale nie z gazet, nie z książek wie Maciuś wszystko. A skąd? Trochę z cmentarza, trochę z samotnej wieży, trochę sam z siebie, a wszystko od Boga.

I tak ot czuje, że niepotrzebnie się biją czarni z białymi, i się nie spieszy do kraju, gdzie czekają na jego powrót, i nie żałuje, że żądał nowej straży, która mu tyle smutków zgotuje, i nie boi się Maciuś śmierci.

Jest spokojny i chyba szczęśliwy. Nie myśli o niczym.

[...] Nie wie Maciuś, co to za myśl-królowa, ale wie, że jest, bo pszczoły jego ducha spokojne są, wesołe [s. 111].

Cisza umysłu okazuje się warunkiem poznania. Maciuś staje się czujnym świadkiem własnej jaźni. Uczy się obserwować własne myśli jak pszczoły w locie i panuje nad nimi. Metaforyczny, obraz „królowej-pszczoły" ducha jest znakiem świadomości jednostki w stanie kontemplacji czy medytacji w indyjskim znaczeniu tego słowa, stanu, w którym wszelka myśl cichnie i jaźń już o nic nie pyta, niczego nie żąda, nie usiłuje wznieść się ponad siebie i właśnie dzięki temu siebie przekracza.[26] Bardzo buddyjskie jest to porów­nanie świadomości do roju pszczół z ukrytą królową.

Z niespokojnego bojownika, reformatora, poszukiwacza, Ma­ciuś przemienił się w mędrca, który wie, że nie ma już nic do zdobycia, gdyż wszystko jest w nim samym. Świat nie jest już zewnętrzny i obcy. Jaźń staje się wszystkim i nic nie można do niej dodać. „Ja" rozszerza się do rozmiarów wszechświata.

I jeszcze bardziej polubił Maciuś górę nad morzem. Tu był jego cmentarz, tu grał na skrzypcach i tu się modlił. Tu spędził długie godziny ma rozmyślaniach o samotnej wieży i pustelniku.

A często Maciuś nie myślał o niczym, tylko mu się zdawało, że coś dobrego się dzieje, że te mogiłki, żywe kanarki na drzewie, skrzypce, samotna wieża, Ala i Alo, morze i Klu-Klu, i gwiazdy — że to wszystko razem jest i Maciuś, i niebo, i ziemia. Był wtedy blisko stolicy, widział, wiedział i rozumiał wszystko [s. 110].[27]

W samotności wygnania Maciuś nieustannie zadaje sobie pytanie: „kim jestem?"—poza przemiennością ról króla i żebraka, poza radością i cierpieniem. Pytanie o własną jaźń, zdaniem Alana Wattsa, to zasadnicze tabu kultury zachodniej. Tymczasem warunkiem samopoznania jest właśnie postawienie kwestii

kim jest e m  pod maską osobnego „ja", określającego się wobec obcych, zewnętrznych „przedmiotów".[28]

W tradycji buddyjskiej „ja", które doświadcza wolności od przywiązania i lęku, staje się panem wszechświata. Wolność w rozumieniu Korczakowskim zbliża się do buddyjskiego pojęcia nieuwarunkowania, czyli działania opartego na nicości, wyłania­jącego się z pustki jak roślina z ziemi — bez żadnych oczekiwań i wyobrażeń.[29] Droga samopoznania możliwa jest jedynie dla człowieka wolnego w sensie dosłownym, to jest będącego pustą przestrzenią, samą gotowością. W tym stanie nie istnieje już ani szczęście, ani cierpienie — tylko wolność. Nie jest to bynajmniej Schopenhauerowski nirwan izm —wygaszenie woli, ale sugestia duchowej przemiany, gdzie wola staje się tożsama z miłością. Znika przepaść między dobrem a „chceniem".

Zwycięstwo nad sobą możliwe jest jednak tylko w planie wewnętrznym, jako całkowite wyzbycie się obcości wobec włas­nego losu, czyli poczucia krzywdy i lęku. W gestii człowieka pozostaje jedynie wolność obdarzania życia wartościami, wolność wyboru dobra i zła — mówienia „tak" lub „nie" losowi. Dlatego właśnie w Królu Maciusiu na wyspie bezludnej obrazy uwięzienia powracają w rozmaitych odmianach: więzienie, wyspa, katorga. Niewola może być lekcją wolności. Obrazy uwięzienia kryją w sobie — paradoksalnie — myśl o wolności człowieka, o jego wewnętrznej autonomii. Wolność jest nieuwarunkowana i nie można jej stracić. Maciusiowi (jak Korczakowi w getcie) nikt nie jest w stanie odebrać wolności, ani też — jej przywrócić. Pisarz szuka odpowiedzi na pytanie, w jakich warunkach psychicznych i duchowych człowiek może z tej wolności korzystać. Postać i losy Maciusia służą konstrukcji modelu człowieka wolnego. O jego zwycięstwie świadczy dumna odpowiedź dani królowej Kampanelli:

Wasza Królewska Mość, dopóki mnie więżą przemocą —jestem wolny, mogę robić, co chcę, wolno mi się bronić. Gdybym się zgodził zostać twoim synem, byłbym już niewolnikiem na zawsze [s. 19].

Na wyspie Maciuś zdobywa jasność wewnętrznego widzenia siebie i świata. Zrozumiał, że wszystko ma taką samą wartość —radość i cierpienie, królowanie i samotność, spokój i działanie, życie i śmierć. Nie ma żadnej różnicy ani luki w istnieniu, które jest płynną przemianą. I nie ma dokąd uciec — nie ma już jaźni, wnętrza i zewnętrza. Dlatego chłopiec porzuca bezpieczną wys­pę, by rzucić się znowu w wir wojny i królowania. Jak głosi chińska mądrość, zapisana w księdze I Ching: „Królować zna­czy służyć".

Narrator Króla Maciusia na wyspie bezludnej najwyżej ceni współczucie i męstwo. Korczakowski ideał etyczny godzi —w spo­sób paradoksalny — altruizm i ascetyczną rezygnację z indywi­dualizmem. W powieści wyczuwalne jest napięcie między dum­nymi roszczeniami królewskiego „ja" (a przecież każde „ja" w swoim wewnętrznym towarzystwie wydaje się sobie „królem") a impulsem samoograniczenia i ofiary.

Król Maciuś na wyspie bezludnej nie jest książką przygodową. Rzecz charakterystyczna, że najbardziej intrygujące i niebezpiecz­ne przygody Maciusia, jak podróż w skrzyni w charakterze wypchanego psa czy ucieczka z wyspy, są opowiedziane za pomocą narracji streszczającej, retrospektywnej, podczas gdy koleje życia wewnętrznego chłopca są przedstawione szczegółowo, z zachowaniem małego dystansu narracji. Taka hierarchia syg­nałów ważności wskazuje na ukrytą ideę utworu, że prawdziwa przygoda to przygoda w świecie wewnętrznym, gdyż świat można poznać tylko poprzez siebie samego.

Specyficzną cechą powieści dla dzieci jest rozbudowanie „ho­ryzontu oczekiwań" czytelnika — wyposażenie ich w liczne sygnały wydarzeń szczęśliwych i nieszczęśliwych, uprzedzające rozwój fabuły. W utworach Korczaka zarówno antycypacje, jak i komentarze narratora uległy redukcji. O sprawach tragicznych bądź drastycznych mówi się tu jakby mimochodem, bez emfazy i komentarza („Zjedli królową Kampanellę. Przepraszają, liżą nos i uszy Maciusia, fikają żałobne koziołki. Nie wiedzieli: myśleli, że można" — s. 67). W obu książkach o królu Maciusiu momenty szczęśliwe (zwycięstwa, przyjaźnie, zabawy) są jakby podmino­wane, niepewne, odwrotnie niż w klasycznej powieści dla dzieci, gdzie najstraszniejsze wydarzenia podszyte są oczekiwaniem szczęśliwego zakończenia. Powieści Korczaka stawiają przed młodym czytelnikiem wielkie, może zbyt wielkie wymagania -zmuszają do śledzenia akcji ukrytej, symbolicznej, intrygują tajemnicą duchowej przemiany bohatera, domagają się przeżycia i akceptacji jego śmierci.

Problematyka psychologiczna Króla Maciusia na wyspie bez­ludnej narzuciła konieczność wyboru języka opisu niezwykłych doświadczeń wewnętrznych bohatera. W pismach pedagogicznych Korczaka mowę wewnętrzną pseudonimował język monologu lirycznego. W powieściach narrator przedstawia procesy psychicz­ne i duchowe prostym językiem potocznej refleksji. Niemniej jednak, z lekka stylizując swoją wypowiedź na mowę dziecka, narrator równocześnie przyjmuje role tłumacza, przekładając niezwykłe doświadczenia Maciusia na język zjawisk znanych dziecku z codziennej obserwacji:

Z początku niby układa Maciuś plan, co zrobi, gdy już będzie u celu. A potem przestaje myśleć — nic nie wie — jakby nie był wcale człowie­kiem, jakby był tylko maszyną, która bije wodę wiosłami, jakby był żelazną śrubą okrętową, którą widział podczas pierwszej podróży do Bum-Druma.

I nie zdziwił się ani ucieszył, kiedy zobaczył miasto nad rzeką [s. 139],

Prezentacja doświadczeń wewnętrznych Maciusia staje się dokładna i precyzyjna. Narrator stara się uprzedzić nieporozu­mienia, dlatego powtarza, porównuje, tłumaczy ukryty sens przemiany chłopca. Zaznacza, że spokój Maciusia to nie to samo, co obojętność, nieczułość, oschłość serca.

„Tłumaczenie" jest tu odzwierciedleniem wysiłku duchowego bohatera, który sam sobie na nowo tłumaczy świat. Maciuś, podobnie jak Kajtuś czarodziej, zdobył „wielkie wtajemniczenie życia". Doświadczenie Kajtusia zostało zaszyfrowane w sposób symboliczny w nieoczekiwanych perypetiach akcji, natomiast wtajemniczenie Maciusia — niezależnie od bogactwa obrazów symbolicznych — jest przedstawione bezpośrednio, niemalże chwila po chwili.

Duchowa autobiografia

Maciuś cierpi i ginie, ale narrator uchyla pytanie: „kto winien?" Nie potępia ani nie usprawiedliwia. Dopiero w Królu Maciusiu na wyspie bezludnej głęboki sens uzyskują słowa bohatera Dziecka salonu: „I widzę winy, nie widzę winowajców".

Opowieść o panowaniu i tułaczce króla Maciusia okazuje się, na głębszym poziomie interpretacji, opowieścią o sobie, o włas­nych niepokojach i poszukiwaniach — filozoficznych i pedagogicznych. Korczak zawarł w niej wszystko, swoje marzenia i fan­tazje, swoją codzienność i przeczucie tragicznej śmierci. Marzenie o wyspie bezludnej jest może dalekim refleksem marzenia pisarza o ucieczce do Palestyny od pełnego napięć „królowania" w Domu Sierot.

Maciuś jako Marcinek wychowywał kolegów w szkole, za­szczepiając im ideał samowychowania, tak jak to czynił sam Korczak. Nie przypadkiem pytania, które chłopiec rozważa w swoim dzienniku, bardzo przypominają te, które stawiał pisarz sam sobie przez kilkadziesiąt lat:

Żeby byla książka, jacy są różni ludzie na świecie: jacy są porządni i nie-porządni, ile jest leniuchów i pracowitych, wesołych i smutnych, złych i do­brych, takich, którzy dokuczają i nie dają spokoju, i czy można po­prawić, żeby się nie bili, nie kłócili, nie do kuc zali [s. 88].

Dlaczego Korczak uśmiercił chłopca w momencie, gdy według praw powieści inicjacyjnej powinien go nagrodzić? Może dlatego, że Maciuś nie jest niezindywidualizowanym bohaterem fantastyki, ale niemal sobowtórem pisarza. Duchową autobiografię zamyka śmierć bohatera-sobowtóra. Nie mogło być inaczej — rozrachu­nek z samym sobą musiał być doprowadzony do końca.

Zakończenie Króla Maciusia na wyspie bezludnej ujawnia nie .tylko autobiograficzny, ale i autotematyczny wymiar powieści. Korczak skazuje na śmierć swojego bohatera, przekazując czytel­nikowi jego pamiętnik, bajkę pedagogiczną dla dzieci i dorosłych, która ma najgorszych ludzi naprawić: „Pisząc ją myślał Maciuś i o ludożercach, i o młodym królu, i o towarzyszach więzienia" (s. 192). Tą właśnie bajką pedagogiczną jest opowieść o królu--dziecku. Koło się zamyka. To autor okazuje się wydziedziczo­nym królem spisującym własny pamiętnik.

W Królu Maciusiu na wyspie bezludnej rozpoznajemy dwa oblicza Korczaka —reformatora i filozofa, pragmatyka i mistyka, „króla" i pisarza: „A który jest prawdziwy Maciuś: czy dumny król-Reformator, czy cichy i zamyślony dobrowolny wygnaniec bezludnej wyspy Maciuś-filozof?" (s. 77). Sam pisarz, jak i jego powieściowy sobowtór, przedstawia się w swoich utworach jako wieczny chłopiec —puer aeternus — bez domu i stałego miejsca w świecie, skazany na wieczne poszukiwanie doskonałości. Nawet praca pedagogiczna nie stała się dla niego usprawiedliwieniem własnego życia, źródłem pewności i spokoju. Nie dążył zresztą nigdy do tego, by swój niepokój, ten głód wewnętrzny, czymkol­wiek zagłuszyć. W getcie w obliczu śmierci podejmował wciąż nowe próby zrozumienia ludzkiego losu:

Pytania stawiam ludziom, niemowlętom, starcom, faktom, zdarze­niom, losom. Nie ponosi mnie ambicja odpowiedzi, chcę przejść do innych pytań — niekoniecznie o tym samym. [...]

Pytałem się swoich cegiełek, dzieci, dorosłych, czym oni są. Zabawek nie psułem, nie obchodziło mnie, dlaczego lalka leżąc ma zamknięte oczy. Nie mechanizm, ale istota rzeczy — rzecz sama w sobie [PWIV, s. 363].

Interesujące, że wiele wątków własnych powieści dla dzieci podejmuje i rozwija Korczak w pisanym w getcie Pamiętniku. Zwłaszcza temat wewnętrznej autonomii. Projekt wolności we­wnętrznej zarysowany w Kajtusiu czarodzieju i Królu Maciusiu na wyspie bezludnej zrealizował w swoim własnym życiu. Do końca.



[1]  Cytowane za Pismami wybranymi, Warszawa 1978; dalej wydanie to oznaczone jest skrótem PW i liczba rzymską oznaczającą tom. Teksty cytowane za Wyborem pism, Warszawa 1958, sygnowane są skrótem

 WP i numerem tomu.

[2]  Por. książki Igora Newrlego Żywe wiązanie i Rozmowa  w sądzie piątego sierpnia, a także pracę zbiorową Wspomnienia o Korczaku (Warszawa 1981)

[3] Wspomnienia o Korczaku, s. 117-118.

[4]  Zauważyła to Hanna Kirchner w szkicu Miejsce Korczaka w literaturze, w: Janusz Korczak. Życie i dzieło, Warszawa 1982, s. 57.

[5] B. Bettelheim Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni, tłum. D. Danek, Warszawa 1985, t.2, s. 253.

[6] Tamże, t. 1, s. 68. Walory przypowieści będącej odbiciem uniwersalnych reguł świata wewnętrznego przypisuje fantastyce dziecięcej  Louis Mac Neice w pracy Varieties of Parable, Cambridge 1965.

[7] Victor Frankl dzieli ludzką świadomość na popędową i duchową, badając skrupulatnie procesy stłumienia tej drugiej (Nieuświadomiony bóg, Warszawa 1978). Zwróciła na to również uwagę – analizując Ucztę Platona – Jolanta Brach-Czaina (Sofa, „Twórczość” 1984 nr 12).

[8] M. Eliade Sacrum i profanum w świecie współczesnym, „Aneks” nr 29-30/1983, s. 71.

[9] Małgorzata Baranowska określiła powieść Korczaka jako „biografię inicjacyjne dla dzieci” (Utopia fantastyczna Janusz Korczaka, W: Janusz Korczak. Życie i dzieło, s. 244), a Hanna Kirchner jako powieść edukacyjną (tamże, s. 58).

[10] P. L. Travers Mary Poppins, tłum. I. Tuwim, Warszawa 1985, s. 158-159.

[11] Powieść Korczaka cytuję według następujących wydań: Kajtuś czarodziej, Warszawa 1978, oraz Król Maciuś na wyspie bezludnej, Warszawa 1984.

[12] H. Hesse Wilk stepowy, tłum. J. Wittlin, Warszawa 1957, s. 74. Por. również Demian. Dzieje młodości Emila Sinclaira, Poznań 1968, s. 58 i 141.

[13] I. Newerly Wstęp do Wyboru pism J. Korczaka, Warszawa 1958, s. XXXVIII.

[14] Zauważyła to Małgorzata Baranowska w cytowanym już artykule (por. Janusz Korczak. Życie i dzieło, s. 239,244)

[15] G. van der Leuuv Fenomenologia religii, tłum. J. Prokopiuk, Warszawa 1978, s. 584.

[16] Por. J. Prokopiuk C. G. Jung, czyli gnoza XX wieku, w: C. G. Jung Archetypy i symbole, Warszawa 1976, s. 42.

[17] Por. B. Bettelheim, książka cytowana, t. 2, s. 100 i 104.

[18] Marian Maciejewski, głos w dyskusji, w: Słowacki mistyczny. Propo­zycje i dyskusje, red. M. Janion i M. Żmigrodzka, Warszawa 1981, s. 291; Symbolika siedmiu drabin występowała również w starożytnych misteriach egipskich (por. S. A. Wotowski Magia i czary. Szkice z dziedziny wiedzy tajemnej, Warszawa 1926, s. 26).

[19] Por. C. G. Jung Fenomenologia ducha w baśniach, w: Archetypy i symbole, rozdz. Duch w Baśniach.

[20] Por. H. Kirchner, artykuł cytowany, w: Janusz Korczak: Życie i dzieło, s. 58.

[21] J. Iwaszkiewicz Ogniste slupy, w: Szkice o literaturze skandynawskiej,, Warszawa 1977, s. 148.

[22]  Na ukryty wymiar epistemologiczny fantastyki dziecięcej, która jest sprawdzianem poznawczych szans wyobraźni, zwróciła uwagę Mirosława Puchalska (Janusz Korczak. Życie i dzieło, s. 274).

[23] Por. S. Suzuki Umyśl Zeń, umyśl początkującego, tłum. J. Dobrowolski, A. Sobota, Gdańsk 1991, s. 100.

[24] Por. J. Arnon Korczakowskie pojęcie wiary, „Więź" 1979 nr 6.

[25] S. Suzuki, książka cytowana, s. 92. Buddyjska koncepcja „gotowości” umysłu przywodzi na myśl Heideggerowską „przytomność". Por. jego tom esejów Budować, mieszkać, żyć, Warszawa 1977, s. 344.

[26] Por. rozumienie medytacji w książce J. Krishnamurtiego Przemiana człowieka, Bombaj 1975.

[27] Podkreślenie w tym i w kolejnym (ze s. 88) cytacie z Króla Maciusia na wyspie bezludnej — moje.

[28] Por. A. Watts The Book. On the Taboo Against Knowing Who You Are, New York 1972, rozdz. 1.

[29] S. Suzuki, książka cytowana, s. 87.

 

                 

 

  

 

design by TONER        hosting by www.hb.pl

strona główna  |  do góry  |