,

 
   Janusz Korczak
   
 Wiedza o Januszu Korczaku

 
 


Hanna Kirchner

Korczak pisarz

         Korczak urodził się pisarzem, z jego trzech zawodów (i powołań) ten był pierwszy i nadrzędny, karmił się i rósł następnymi: medycyną i wychowaniem, a one pożywały się jego literaturą. Stał się pisarzem nowatorskim i wybitnym dzięki temu, że był pedagogiem, zyskał, więc nowe i przebogate tworzywo i przesłanie ideowe swego dzieła. Przecież pierwszy krok w literaturze postawił mówiąc: „Jestem człowiekiem, którego niewypowiedziane obchodzą sprawy wychowawcze”. Pisał jednak o tym znacznie wcześniej, w dzienniku prowadzonym od dwunastego roku życia, z czego sam się zwierzył. Wiele tez wskazuje na to, że z tych chłopięcych zapisków zbudował potem literackie studium dojrzewania – Spowiedź motyla (w tomie Bobo, 1914). Bohaterowi tej opowieści przypisuje już w piętnastym roku życia marzenie o literaturze i o „wielkim studium Dziecko”. Nie powinna ujść uwagi towarzysząca temu wyznaniu wskazówka, iż materiał do owego studium marzyciel chce „skrzętnie zbierać”, pytając siebie samego i swoich kolegów i ma już obmyślony kwestionariusz. Jest to, bowiem sygnał metody twórczej Korczaka. Nie wiemy, czy jest to wiernie spisane z „pamiętnika” autora, czy rzutowane wstecz z uświadomionej i realizowanej później praktyki pisarskiej. Jednak cytowane wcześniej zdanie z literackiego debiutu, pierwszego felietonu w „Kolcach”, świadczy o ugruntowanych już zainteresowaniach gimnazjalisty Henryka Goldszmita, którego świat zna pod pseudonimem Janusz Korczak.

        Nie wiemy, jaki impuls popchnął go tak wcześnie ku tej idei życia: dziecku. Jeśli zaś bohater Spowiedzi motyla twierdzi: „Zreformować świat – to znaczy zreformować wychowanie…”, to inne, to jawne już biograficzne wypowiedzi Korczaka, na przykład w Pamiętniku, poświadczają, iż nieodłącznym składnikiem wcześniej ukształtowanego projektu życia tego pisarza, myśliciela i reformatora wychowania było sumienie społeczne, etos bojownika.

       Z tej gruntownej, doświadczalnie zdobywanej wiedzy społecznej rodzi się pierwsza książka Korczaka – Dzieci ulicy (1901), powieść rozwojowa, w której  zawarte są już wszystkie bodaj najważniejsze składniki jego odrębności pisarskiej. Bohaterem jest dziecko, którego niedola z wyjątkową siłą uwidacznia społeczne i egzystencjalne problemy epoki. Dla romantyków „dziecię” było naczyniem metafizycznych tajemnic i przeczuć, nieświadomym geniuszem poezji i bólu istnienia. Pozytywiści, tworząc obrazy „sierocej niedoli”, okrutnego losu Antków, Michałów, Janków- muzykantów, pragnęli wstrząsnąć sumieniem społeczeństwa. Konopnica i Prus po raz pierwszy zbadali swoistość dziecięcej psychiki, a nawet pierwociny świadomości niemowlęcia – ona w Naszej szkapie, on w Przygodzie Stasia.

         Korczak był debiutantem, lecz okazał się  nie tylko pojętnym uczniem dziewiętnastowiecznych mistrzów. Jego bohaterowie to małoletni plebejusze, ofiary nędzy, ciemnoty i krzywdy, ale także dzieci występku. Mają w sobie zuchwałą dumę romantycznych zbrodniarzy i mroczną głębię postaci Dostojewskiego. Już w tej pierwszej książce Korczak proponuje swój wielki paradoks; „nie ma dzieci, ludzie”. Wie już bardzo dużo o typowych reakcjach dziecka, o odrębnościach j jego psychiki, ale do tego nasyca jeszcze myślą i czuciem człowieka stającego wobec dorosłych zagadnień bytu. Los dziecka staje się metaforą drogi życiowej każdego.  Nie tylko dlatego, że dzieci ulicy właściwie me mają dzieciństwa i że Antek w toku powieści z dziecka przeistacza się, po wielu próbach i upadkach, w odpowiedzialnego i twórczego mężczyznę. Tu Korczak po raz pierwszy, jakby po omacku, znajduje dziecięcego bohatera swych książek: Dziecko-Człowieka, istotę udręczoną i cierpiącą, ale mężną i walecznie stawiającą czoła złu w świecie i w sobie.

         W Dziecku salonu kolejna powieść rozwojowa, edukacyjna splata się z powieścią autotematyczną, utworem o pisaniu lub raczej o zbieraniu materiałów do powieści, o dojrzewaniu do pisarskiego powołania. Bohater utworu, student medycyny, uciekinier z filisterskiego domu i z pułapki narzuconej tresury kulturowej, szuka swojej drogi życiowej w dobrowolnej wspólnocie z bytem „skrzywdzonych i poniżonych”. Nie jest to wyprawa tkliwego inteligenta w egzotykę malowniczego nawet w łachmanach „ludu”. Sublokator zatłoczonej izby dorożkarza, nauczyciel wyrobniczych dzieci, też - od małego  - wyrobników, odtwarza codzienność plebejskiego życia od wewnątrz, w „naturalnej” optyce mieszkańców tego świata, staje się kronikarzem ich obyczaju, moralności, kultury miejsko-włościańskiej: „Nie wysnuwam żadnych wniosków. Widzę tylko fakty — fakty drobne, a nieskończenie ciekawe”.
W
tym obrazie dosadnym, ostrym, brutalnym stale obecny jest wątek dzieci. Z dziećmi łączy się przeczucie prawdy i celu życia bohatera. Dwie są kulminacje tego nurtu powieści. Pierwsza to godzina w przebraniu świętego Mikołaja, chwila przeniknięcia wzrokiem wewnętrznym losów ludzkiego gatunku w kosmosie, chwila zjednoczenia ze smutkiem opuszczonych „drobin” ludzkich. Druga zaś to „czarna godzina”, gdy bohater zstępuje w samą głąb najokrutniejszych zjawisk, na dno ludzkiej poniewierki ohydy (rozdziały Tomek Bityś, Bo pokąsam...) . Gdy przepełnia się miara dziecięcej krzywdy, książka zatrzaskuje się bełkotem nieprzytomnego gniewu zdławionym, jąkającym się protestem bezsilnego sumienia: „Odejdź, bo pokąsam...”.

       W Dziecku salonu Korczak gromadzi wiedzę o swoistości dziecięcego plemienia, o jego zachowaniach językowych, rytuałach, zabawach, przejawach roli społecznej dziecka, procesach poznawczych, adaptacji do kultury dorosłych. Bohater przywołuje własne dzieciństwo (rozdział Dziecko salonu), obraz dzieci idących do szkoły (rozdział Grzech) zamienia w wizję ich przyszłego losu, pomnażającą jego własne wybory i rozterki duchowe, bada sposób istnienia dziecka plebejskiego, dziecka nędzy, twardej wyrobniczej pracy ludowego folkloru (rozdział Nie – „milusińscy”). We wspomnieniu dzieciństwa ukochanej szuka prawdy o niej. Szekspirowska wizja wiedźm rzucających klątwę wszelkiego zła i występku na duszę nowo narodzonego (rozdział „Wicher) przygotowuje do okrutnego finału powieści. Dziecko staje się figurą człowieczego istnienia, źródłem wszelkiego poznania.

       Odtąd pisarstwo Korczaka gromadzi jedyna w swoim rodzaju poetycką dokumentację dzieciństwa. Nieodparty, wrodzony imperatyw poznawczy, analityczny warsztat przyrodnika i programowy autentyzm sprzymierzają się w jego utworach z poezją dziecięcej wizji świata. Jednak naturalistyczny odruch obserwacji bezpośredniej, umocniony praktyka lekarza-klinicysty i badacza, nie był jedynym źródłem tego, jednakże doniosłego w skutkach artystycznych, autentyzmu. Nakaz respektowania przede wszystkim „surowca życia” , rezultatem niezmordowanych studiów nad dzieckiem, wywodzi się z fundamentalnej zasady Korczaka, wciąż w jego dziele powtarzanej: to dziecko jest Rzeczoznawcą. Korczak dokonuje w swej twórczości literackiej i pedagogicznej rewolucyjnego odwrócenia ustalonego porządku komunikacji między dzieckiem a dorosłym. Wiedza płynie z dołu, od dziecka, w dialogu Korczaka – wychowawcy z małym partnerem stosunek „ja- ty” jest ciągle płynny i oznacza – jak w filozofii hinduskiej, tak Korczakowi bliskiej – „ty jesteś mną”. Przekazał to dzieciom w jednej z ostatnich, gettowych już gawęd do gazetki Domu Sierot:

A oto prawda, która każdy powinien rozumieć i dobrze pamiętać.
My wychowujemy was ale i wy nas wychowujecie.
[1]

        Dla Korczaka – pisarza, tak samo jak dla Korczaka – wychowawcy, nakazem pierwszym jest poznanie, nie kończące się zbliżanie do prawdy. Odrzucił niecierpliwym gestem współczesną wiedze o dziecku i człowieku, zaczął od pokornego „nie wiem”. Tworzył swoja Wielką Syntezą Dziecka z tych nieskończonych drobin obserwacji bezpośredniej, której zawsze był niesyty Spajał je talentem, odsłaniał w nich poezję, która wysnuwał z dziecka i z siebie pospołu, dzięki temu magicznemu zaklęciu, które on właśnie znał: kiedy znów będę mały.

   Dlatego stał się socjologiem, kronikarzem, etnografem dzieciństwa, a nade wszystko gramatykiem mowy dziecka. Ten pisarz obdarzony absolutnym słuchem językowym nie tylko kolekcjonuje słownictwo, idiomy, przykłady narracji dziecięcej, jak w Momentach wychowawczych, gdzie przytacza samorodny utwór, opowieść - balladę przedszkolaka Wiktora i zastanawia się : „Jak uchronić od zniszczenia ciekawy, a zupełnie nie zbadany język – dziecięcego opowiadania” [2], czy w wielu miejscach dzieła pedagogicznego Jak kochać dziecko. Zapisuje też dialogi, cytuje powiedzenia, listy, pamiętniki, gdyż w faktach mowy znajduje ekspresje świadomości dziecka, przejawy jego sytuacji społecznej, błyski spontaniczne twórczości. W fenomenach języka dorosłych odczytuje świadectwa stosunku do dzieci, nawyki lekceważenia jego światów duchowych i odruchy treserskie. Znajduje w potocznym słowniku argumenty na rzecz swoich idei pedagogicznych. Próbuje odczytać idiomatyczne wyrażenia, przysłowia, porzekadła – jak dziecko, które staje przed tajemnica kultury i słyszy w mowie dorosłych magiczne zaklęcia.

     Nie tylko odkrywał dokumenty językowe, lecz przetworzył je w oryginalną stylistykę utworów dla dziecięcego odbiorcy – arcydzieł, takich jak dylogia o królu Maciusiu czy powieści Kajtuś czarodziej, Bankructwo małego Dżeka, Kiedy znów będę mały, Prawidła życia, i pomniejszych. Ten język „podsłuchany”, oparty na regułach narracji dziecięcej i bajki, stowarzyszony z zasadami mowy potocznej, „mówionej”, która Korczak tak nowatorsko spożytkowuje w całym swoim dziele, posłużył tez do stworzenia swoistej retoryki przeznaczonej dla małego odbiorcy. Pisarz zastosował ją ze szczególnym powodzeniem w publicystyce dla dzieci na łamach „Małego Przeglądu” i przy opracowaniu tekstów dziecięcych dal tego pisma. Charakterystyczna dla Korczak zwięzłość, skrótowość celnego zdania współbrzmi z prostotą ubogiej leksyki i stylistyki dziecka, które siłę emocjonalną uzyskuje intonacja i powtórzeniami. Stad tez zdania zaczynane spójnikami i pojedyncze wyrazy w linijce tekstu – by zwróciły uwagę by nabrały znaczenia.

         Język dziecka jest odmiana języka kolokwialnego, z którego Korczak wyciąga nader wcześnie nowatorskie konsekwencje artystyczne. Czyni to na kilkadziesiąt lat przed Białoszewskim, który w prozie i wierszu tak świetny zrobił użytek z „gadanego” toku mowy. W utworach Korczaka nie tylko dialogi czy narracja mają strukturę języka „mówionego”, również sentencja Korczaka nabiera cech eliptycznej, łamiącej reguły składniowe, przeto bardziej ruchliwej i dramatycznej wypowiedzi mówionej. Rzucająca się w oczy „teatralność” utworów Korczaka ma swoje źródło zarówno w tych cechach jego języka, jak tez w upodobaniu do form dramatycznych, narracji unaoczniającej, przedstawiającej – ponad opowiadanie, opis i dyskurs przedkłada Korczak scenę, dialog, monolog obywające się nawet bez didaskaliów, jak we wspomnianym już zbiorku niezrównanych skeczy parodystycznych Bezwstydnie krótkie czy w tomie swoistych najkrótszych monodramów, modlitw osób różnej płci, wieku zawodów i charakterów Sam na sam z Bogiem. Młodopolskie zmieszanie rodzajów (liryka i dramat zaszczepione na prozie), tak wyraziste w Dziecku salonu, częściowo tylko objaśnia pochodzenie owego „żywiołu dramatycznego”, który przesyca pisarstwo Korczaka. Zrealizowane w nie znanym nam młodzieńczym dramacie Którędy?, wyróżnionym w roku 1899 na konkursie dramatycznym im. I. Paderewskiego (dramat i poezja stały u początku pisarskiej drogi Korczaka), oraz w dramacie Senat szaleńców z roku 1931, upodobanie do tego gatunku służyło tez niezawodnie myśli: by stworzenie ludzkie przedstawiało samo problemy istnienia, mówiło własny głosem. Korczak przyjmuje chętnie rolę komentatora, uczestnika dialogu, dyrygenta – jak Kantor w swoich spektaklach – niż reżyseria. Scenka, egzemplum są też zachętą do poznania, do obcowania z indywidualnym konkretem, a nie z wiedzą ogólną i pośrednią.[3]
        
Jego nowatorstwo, zakotwiczone w fenomenach języka ma jeszcze drugie źródło: dziecięcego bohatera. Rodzie się ono jednocześnie z autentyzmu bezpośredniej obserwacji, z zabiegów faktograficznych i dociekania prawdy życia duchowego, zagadek osobowości dziecka. Korczak maił w bibliotece tomy Prousta, chwalił go (w Pamiętniku) za szczegółową analizę „momentów psychicznych”, nie była ona dla niego nigdy zbyt drobiazgowa. On sam nauczył się czytać z gestów, mimiki, postaw ciała, intonacji dziecka. Wiedział, że dziecko często nie znajduje jeszcze środków dla wyrazu swych uczuć i myśli, że czasami są one już zafałszowane tresura wychowawczą, a często zupełnie odmienne. „I dorośli lubią piękną pogodę, ale oni myślą, rozważają, my tak jakoś jakbyśmy ją pili”[4] – mówi ustami dziecka w powieści Kiedy znów będę mały, tej encyklopedii psychiki dziecka.

         W postaciach dziecięcych bohaterów Korczak pragnie ukazać dziecko swego czasu, określone historycznie i socjologicznie, a zarazem uniwersalnego mieszkańca krainy dzieciństwa, która zawsze i wszędzie różni się od świata dorosłych. Pragnie zdefiniować stan dziecięctwa, jego radość poznawczą, trud przyswajania zagadek bytu, brak doświadczenia, wiec bezradność wobec twardych praw egzystencji, smutek zależności i zniewolenia, a zarazem spontaniczne uczestnictwo w życiu, i wolności wyobraźni, świętego atrybutu dzieciństwa. „Książęta uczuć, poeci i myśliciele” – pisze o dzieciach w Prawie dziecka do szacunku; przypomina nieustannie: „Pamiętaj, że my ich nie znamy”.

         W tej odrębności dostrzegł jednak tożsamość: „Nie ma dzieci – są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym sposobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć”.[5] Korczak walczy o przywrócenie człowiekowi bezcennej fazy jego życia, źródeł osobowości, pogardliwym gestem zepchniętych w niebyt lat
niedojrzałości, więc niższości. Żąda szacunku dla niepoznanego człowieczeństwa „połowy ludzkości”: ”nie
ma niedojrzałego dziś, żadnych wyższych i niższych rang bólu i radości, nadziei zawodów”[6] . Ten
wspaniały i twórczy paradoks Korczaka, fundament jego idei („To jeden z najzłośliwszych błędów sądzi, że pedagogika jest nauką o dziecku, a nie – o człowieku”[7]), stworzył bohatera jego książek: dziecko- przywódcę, reformatora, społecznika, dziecko-władcę żywiołów w fantazji i pragnieniu, dziecko-pielgrzyma i proroka. Badał, jak w kondycji dziecka spełnia się los człowieka. We wszystkich reakcjach „ludu małorosłego”, w socjologii grupy dziecięcej odnajdywał tożsamość z reszta ludzkości: „Rzuty myślowe poprzez nieliczna gromadkę dzieci internatu w świat dorosły, jego zjawiska i prawa – coraz wyraźniejsze: od samorządu dzieci parlamentów świata”[8]. W stosunkach dorosły – dziecko odnajdywał te sama wrogość, obcość i odrzucenie , to samo zło, cierpienie i krzywdę, co w konfliktach grup i warstw społecznych. Bieg losu jego bohaterów ma to podwójne znaczenie – dziecko odgrywa swoja i zarazem wszelkiego człowieka sytuację w bycie.
        
Król Maciuś Pierwszy jest społecznikiem, reformatorem przywódcą. Autor w geście autobiograficznej szczerości (własna fotografia, wyznanie w przedmowie) ujawnia tożsamość swoich i bohatera marzeń o lepszym urządzeniu świata. Ta utopia dziecięca nie jedno zawdzięcza  Żeromskiemu. Maciuś jest tak, jak postacie tego pisarza, bohaterem tragicznym ponosi również klęską w działaniu społecznym, zaznając jednocześnie moralnego zwycięstwa.

         Korczak posługuje się środkami baśni i fantastyki, by postawić dziecko wobec najtrudniejszych wyzwań społecznych i historycznych naszego wieku. Uzmysławia ma łączność jego małego życia z całością organizmu społecznego. Unaocznia dorosłym zapomnianą różnicę doświadczenia, gdy każe dzieciom zająć ich miejsce w społeczeństwie. Dzieje reform Maciusia przypominają o losach każdego czynu rewolucyjnego, każdej próby poruszenia zastanego mechanizmu urządzeń zbiorowych – bo budzą opór i wrogość, boty kaja się z egoizmem, anarchią i bezładem mas.

         Opowieść o władzy, wojnie, cierpieniu i zdradzie doświadczanych przez Dziecko-Króla łączy Korczak z przypowieścią o człowieku, tragiczna chwilami zawikłaną i mroczną, zwłaszcza w tomie Król Maciuś na wyspie bezludnej. Tu Maciuś doznaje metafizycznego objawienia (symbol wieży, milczący starzec – wcielenie mądrości wieków i tajemnicy), obcuje z tym, co niewyrażalne i nieprzekraczalne, uczy się samotności, poznaje siebie.

         Postać Kajtusia czarodzieja niesie z sobie inne przesłanie. Jest w nim ostrzeżenie przed pychą i nieodpowiedzialnością władzy pojedynczego człowieka nad zbiorowością i jakby zarazem przed nazbyt butnym panowaniem istot ludzkich na ziemi. W czarach Kajtusia kryje się niepohamowana ciekawość rodzaju ludzkiego, nie znającego hamulców w zgłębianiu zagadek życia i śmierci. Historia nadnaturalnej potęgi Kajtusia, pełna przygód i cudowności, stylizowana jest na powieść awanturniczą czy łotrzykowską, lecz w guście dwudziestowiecznej kultury masowej: pełno tu motywów wziętych z amerykańskich filmów, komiksów i prasy brukowej. Z nich SA marzenia Kajtusia o przygodach i karierze. To oczywiście świadomy zamiar satyryczny. Baśniowe hece dziecięcego homo ludens przeobrażają się w dramat poznania surowych i nieozdobnych praw bytu. Kajtus zaznaje trwogi owada, ptaka i zwierzęcia, zaznaje niewoli kary, zamieniony w psa i drzewo: skrzywdzony i bezradny, uczy się rozumieć i czuć, śpieszy się, „by poznać i wiedzieć”, odbywa poznawczą wędrówkę do miejsc udręki: więzienia, szpitala, do krain nieznanych i dalekich, na dno morza i na biegun. Tam u mogiły Zdobywcy, ślubuje czuwać, być karnym i mężnym.

    W późnych latach trzydziestych do grona niezwykłych bohaterów dziecięcych Korczaka przybywają postacie odwołują się do motywów kultury żydowskiej, do tradycji biblijnej: dziecko-prorok (Dzieci Biblii. Mojżesz, 1937), dziecko-pielgrzym (Trzy wyprawy Herszka, 1939). Te dwa niewielki utwory nie miały szans zadomowić się w kulturze polskiej i zyskać w niej szerokiego odzewu jak jedna z bliźniaczych opowieści kolonijnych o dzieciach żydowskich – Mośki, Joski i Surle (1910). Maja one jednak ogromne znaczenie dla pisarstwa Korczaka, wielkiej postaci dwóch kultur, pisarza polskiego, medium dwóch współżyjących na polskiej ziemi narodów. Wychowany w polskiej kulturze i języku, nie znający żydowskiego ani hebrajskiego, pochodzący z asymilowanej rodziny, Korczak w całej swej twórczości odwoływała się do pojęć, topiki tejże polskiej kultury, a także, zwłaszcza w młodości, do tradycji chrześcijańskiej. Mówił o sobie: ”Ja, Żyd – Polak”, i od 1904 roku, gdy został po raz pierwszy wychowawcą na koloniach letnich dla dzieci żydowskich, był nieustannie obecny w środowisku obu narodów, działając w kulturze żydowskiej zawsze przez medium języka polskiego. Był lekarzem żydowskiego szpitala dziecięcego i Domu Sierot dla dzieci żydowskich, wykładowcą i prelegentem rozlicznych żydowskich instytucji oświatowych, a zarazem polskim pisarzem i publicystą, opiekunem polskich dzieci w Naszym Domu. Zawsze wydawało mu się, że w dziecku najważniejsze jest to, że jest dzieckiem o ze zdziwieniem, wręcz z irytacją odmawiał rozróżnień miedzy dzieckiem „aryjskim” i żydowskim. Podobnie w 1928 roku, w liście do Palestyny pisał „zagadnienie

          <<Człowiek>>, jego przeszłość i przyszłość na ziemi – przesłania mi nieco bliskie zagadnienie <<Żyd>>”[9]. W roku 1925 bronił się przed udziałem w ruchu syjonistycznym: Jestem człowiekiem samotnej drogi, indywidualnych decyzji i czynów”[10]. Jednocześnie w tymże roku opowiedział w wywiadzie dla miesięcznika literackiego „Alim” (Kartki), Wydawanego w języku hebrajskim, o pisane jod lat powieści Herszek o czteroletnim dziecku z XVIII wieku, które pragnie zostać mesjaszem. Miała to być powieść fantastyczna, skoro dzieje małego bohatera sięgnęły daleko wstecz, a dochodziły aż do XX wieku. Zamiaru pisarz nie podźwignął, drukowany wtedy w „Alim” fragment powieści przybrał po latach postać ballady prozą Trzy wyprawy Herszka.
Gdy w latach trzydziestych nasilił się w Polsce antysemityzm, a z Palestyny płynęły do Korczaka zaproszenia od dawnych wychowanków i kursistów (młodych wychowawców), pojechał w końcu do Erec Israel, ziemi praojców. Dwukrotnie – na trzy tygodnie we wrześniu 1934, na sześć tygodni latem 1936. Ogrom spostrzeżeń, przeżyć i wzruszeń obudził w nim zapal twórczy, nieraz wręcz zuchwały. Snuje pomysł „nowej epopei”, dzieła zbiorowości opowiadającej o trzecim powrocie ludu do Izraela do swojej ziemi. Miałby być dalszym ciągiem Starego i Nowego Testamentu. Powziął niesłychany zamiar napisania Biblii dla dzieci, poprzedzonej cyklem Dzieci Biblii, przedstawiającym wielkie postacie Starego Testamentu w ich dzieciństwie. Zaczął od Mojżesza – proroka, przywódcy i prawodawcy i w sierpniu 1937 roku przesłał tekst do Palestyny, prosząc tłumacza o zabranie przed drukiem uwag od dzieci (rzeczoznawców!): „ To, co napisałem, uważam za brulion. Ważne co powie dziecko: co doda od siebie – decydujący jest ich punkt widzenia, ich pytania”[11]. Możemy obcować tylko z przekładem przekładu. Ten poemat prozą, stylizowany na biblijne wersety, pomyślany został jak rozmowa z dzieckiem, zachęconym do twórczego wysiłku wyobraźni, by odtworzyć, przez analogię ze znanymi jemu doświadczeniami życia, zmierzchłe dzieje małego Mojżesza, uczucia matki i dziecka chowanego wśród obcych. N Palestynę Korczak patrzył po trosze jak na dziecko – dzieje rozwoju. W jednym z listów pisał:
Mrówki – piszesz – wynoszą jajka z katastrofy. Gdyby ludzie rozumieli, że przyszłe pokolenia to jedna dziś twórcza religia – gdyby nie będąc mrówkami postępowali jak one, może by chaos zastąpiony był przez współdziałanie w poszukiwaniu drogi.

         Sporządzony  w ostatnich tygodniach przed śmiercią jest zapisem gorączkowego, niespójnego biegu myśli, która przeskakuje od wspomnienia do marzenia, od refleksji do obserwacji bieżących zdarzeń. Zamierzona autobiografia zamienia się w dziennik, to znów w notatki pisarskich zamierzeń, obrazki z getta sąsiadują ze szkicem utworu. Czy to obraz świadomości w rozsypce, poddanej ciśnieniu ponad wytrzymałość fizyczną, czy też szczególne cechy sztuki pisarskiej Korczaka ulęgają tu rozjątrzeniu? Jedno i drugie bez wątpienia. A jednak ta gonitwa myśli, to pozorne rumowisko, „ta bezładna różnorodność jest ładem”, co od razu pojął Józef Czapski[12].

         Marzenia, wspomnienia, próba życiorysu i szkic własnego wizerunku nie dają się snuć u źródła, w powrocie do lat minionych. Nieodmiennie czerpią z teraźniejszości za murem. Nocne medytacje nad życiem minionym, nas jego sensem i spełnieniem, nieustannie poddawane SA sprawdzianom gettowego dnia. Korczak odsuwa na bok obrazy koszmaru, nie chce wznawiąc ich piórem: „Kto opisuje cudzy ból, jakby okradał, żerował na nieszczęsciu i jakby mu mało było tego, co jest”. Tylko ten jeden obraz powraca dwukrotnie: dzieci bawiących się w konie na ulicy, obok zmarłego chłopca, który im przeszkadza.

         Utożsamił się raz na zawsze z lepsza stroną człowieczeństwa i ze skrzywdzonymi i cierpiącymi. Dźwigał Mekę swoich współbraci i dodatkowo, nade wszystko, poniewierkę dzieci, pozostając do końca niepokonanym strażnikiem wartości. Napomknął o tym mimochodem, w gorzkiej przypowieści z czasu I wojny światowej, o ślepym starcu, Żydzie, który nie chciał opuścić bóżnicy. Dziewczynka Nstka, której żołnierz zabrał kubełek, i ten uparty strażnik bóżnicy, skazany na zagładę – to on. „Jestem ślepym Żydem i Nastką”.

Nie wiedzieliśmy przez lat przeszło czterdzieści, że Pamiętnik nie był ostatnim  przesłaniem Korczaka z Dzielnicy, ani tez jedynym utworem literackim, który wyszedł spod jego pióra w czarne noce getta. Do opustoszałego po wyjściu sierot z opiekunami Domu wrócili chłopcy z pracy za murem, unieśli w  walizce archiwum Doktora. Którędy błądziła po malejącym coraz bardziej getcie, kto ja z niego wyniósł, ocalił i maniakalnie ukrywał aż do śmierci – nie wiemy. Papiery oddano anonimowo w 1988 roku, ukazały się w wydaniu książkowym w 1992[13].

Ta niezwykła książka zawiera listy od osób oraz instytucji, świadectwa gorączkowej i nieprzeczuwanej przez nas aktywności Korczaka wykraczającej daleko poza Dom Sierot, sprawozdania z „domu przedpogrzebowego”, czyli rozpaczliwej, straceńczej próby uzdrowienia sytuacji w przytułku przy Dzielnej 92. Jest to faktograficzne tło jego życia w getcie, tak skąpo i tak enigmatycznie zarysowane w Pamiętniku. Nie trzeba dodawać, że wszystkie te teksty pod jego piórem staja się literatura. W książce jest też właściwa literatura: gawędy, przypowieści, bajki pisane do gazetki Domu Sierot.

I wreszcie komentarz do codziennych widoków: przeraźliwe a ściszone, spokojne opowiadanie Dwie trumny: o chłopcu piętnastoletnim w samej wiośnie życia, leżącym na śniegu ulicy, martwym lub umierającym, i monotonnym szepcie jego matki: „Ludzie, ratujcie”. Trumną jest mu ten śnieg uliczny tylko. I jeszcze druga, osobliwa gettowa trumna: starannie, z czułością opakowana w papier i przewiązana sznurkiem paczuszka z małym dzieckiem, z pakunku wystaje tylko bosa stopka – by świadczyła o zawartości, by nikt nie kopnął, nie sponiewierał. Gettowy pochówek.

         W tym niewypowiedziane dręczącym, pełnym bólu, poniewierki i rozpaczy życiu getta pisarz w Korczaku ni obumarł. W niewiarygodny sposób jego talent reagował czujnie i nieustępliwą odwagą na „zagadnienia, które jak krwawe łachmany leżą w poprzek chodnika” (Pamiętnik). Zachowało się wszak taki jego podanie: „ Kończy się  mój miesiąc na Dzielnej. – Zgłaszam kandydaturę na ordynatora oddziału konających dzieci. (Bywali tybetańscy lekarze chorób nieuleczalnych)”. Jako pisarz i wychowawca był zawsze na usługach wolnego ducha, który liczył się tylko z Człowiekiem i jego dobrem na tej skrwawionej ziemi.



[1] J. Korczak Trzeba to rozumieć. W: Janusz Korczak w getcie. Nowe źródła. Wstęp i red. Naukowa A.

Lewin. Oprac. Tekstów M. Ziółek. Przypisy M. Ciesielska, M. Falkowska, M. Matysiak. Warszawa 1992, s. 184.

[2] J. Korczak Momenty wychowawcze. PW III, 222.

[3] Znakomitą analizę tych środków w pisarstwie Korczaka zawdzięczamy szkicowi Michała Głowińskiego

Literackość jako działanie pedagogiczne
. JKŻDz.

[4] J. Korczak Kiedy znów będę mały. Warszawa 1925. Przedr. PW III, 312.

[5] J. Korczak Jak kochać dziecko. Internat. PW I, 198.

[6] J. Korczak Prawo dziecka do szacunku. Warszawa 1930. Przedr. PW I, 71.

[7] [7] J. Korczak Jak kochać dziecko. Internat, s. 198.

[8] J. Korczak Jak kochać dziecko. Internat – Kolonie letnie – Dom sierot. Przedmowa do wydania II. PW I, 193.

[9] Wszystkie listy cytuje wg oryginałów przechowywanych w Archiwum Korczakowskim.

[10] List Janusza Korczaka do Prezydium ŻFN [Żydowskiego Funduszu Narodowego]. „Nasz Przegląd”

 1925 nr 140.

[11] Zob. H. Kirchner Nieznany utwór Janusza Korczaka. „Zeszyty Literackie” 1990 nr 31. To również

 Dzieci Biblii. Mojżesz w przekładzie E. Świderskiej i H. Kirchner.

[12] J. Czapski Rozrachunki.

[13] Janusz Korczak w getcie. Nowe źródła (zob. przyp. 19).

                 

 

 

  

 

design by TONER        hosting by www.hb.pl

strona główna  |  do góry  |